Pieśń XVI
Translated by Edward Porębowicz
Boska komedja — Raj
1 O krwi człowieczej dostojeństwo liche!Pytam ja, czyli dziwić się wypada,Że tu na ziemi wzbijasz człeka w pychę,
4 Gdy porywami swych uczuć nie włada,Skoro tam, gdzie mu prosto dano latać,Jam zaczął pysznieć świetnością pradziada!
7 Jesteś jak ten płaszcz, co go ciągle łataćPotrzeba, bowiem czasu go nożyceKrążąc wokoło, nie przestają płatać.
10 »Was« — (tym wyrazem tok mowy pochwycę,Który był czczony w twem mieście, o Tewrze!Lecz zaniechali go Rzymian dziedzice.
13 Tu Beatrycze uśmiechem odewrzeUsta, znak dając na porozumienie,Jak niegdyś owa służebna Ginewrze). —
16 »Was« — tak powiadam — »swoim ojcem mienię;Przez was mi wzrasta mówienia otucha,Przez was podnoszę się nad przyrodzenie.
19 Radość mi pełnią strug napełnia ducha;I znów się cieszę, że pod tak bogatymPlonem nie pęka ta skorupa krucha.
22 Szczycie dostojny, powiedzcie mi zatem,Kto dziady wasze; do winnicy pańskiejDuch wasz z prabytu którem zstąpił latem?
25 Mówcie mi, ile trzody świętojańskiejByło podówczas? jacy luminarzePrzyozdabiali w chwałę gród mieszczański?«
28 Podczas kiedy ja tak pochlebnie gwarzę,Coraz się jasność jego rozrumieniaI jak od wiatru węgiel, staje w żarze.
31 A jak w mych oczach piękniej się przemienia,Tak mi łacińską mową ucho pieści,Pełną słodszego i milszego brzmienia:
34 »Od dnia gdy Marji Anioł przyniósł wieści,Do dnia gdy matce mojej, dzisiaj świętej,Przyszło mię rodzić w lęku i boleści,
37 W obiegu po raz pięćset pięćdziesiątyTrzydziesty gwiazda co przed tobą płonieGłowicą swoją lwiej dotknęła pięty.
40 Dom nasz stał w miejscu, gdzie w dorocznym gonieNa ostateczną trafiają dzielnicęDo swojej mety rozpędzone konie.
43 Kto byli moich rodziców rodzice,O tem zamilczeć tutaj skromność każe:Tem, com rzekł dotąd, niech cię już nasycę.
46 Od chrzcielnic po most, gdzie Mars trzyma straże,Mieszkańców zdatnych do walnego szykuPięćkroć mniej niż dziś było na obszarze.
49 Lecz krew ludności co dziś jest na znikuZlana z krwią Campi, Certalda, Figghiny,Czysta w najlichszym była rzemieślniku.
52 Bogdaj nie były wcielone do gminy!Galluzzo albo Trespiańska przykopaBogdajby nasze kończyły dziedziny.
55 Nie trzebaby wam znosić odór chłopaZ Aguglion, albo rodzonego w Signie,Co rad brać cudze do swojego snopa.
58 Gdyby ten co dziś ku przepaści chynieNie był dla swego Cezara macoszy,Lecz się w nim kochał jako matka w synie,
61 Taki Florentczyk, co się dziś panoszyHandlem, powracałby do Simifonti,Gdzie to dziad żebrał do torby trzech groszy.
64 Trzymaliby się w Montemurlo Conti,Cerchi by żyli w prowincji AconeA w Valdigreve może Buondelmonti.
67 Stadła małżeńskie źle postanowione,To złe, skąd czyha na państwo zagłada,Jak z potraw, gdy są w żołądku skłócone.
70 Ślepy byk prędzej, potknąwszy się, pada,Niż ślepe jagnię: byle z dobrej stali,Lepiej niż pięć szpad, siecze jedna szpada.
73 Przyjrzej się Lunie, przyjrzej Urbisaglii,Jako zginęły; patrz, śmierci zarodyNie od dziś w Chiusi tkwią i Sinigaglii.
76 Że z biegiem czasu upadają grody,Niechaj ci dziwne nie będzie odkrycie;Mają swój koniec państwa i narody.
79 Wszystko ma swą śmierć, lecz ta czasem skryciePrzychodzi i kres przed oczyma chowa,Gdy jest leniwsza, niźli ludzkie życie.
82 A jak wirując, sfera księżycowaRaz wraz to zniża, to podnosi fale,Tak się Florencji dola różnie snowa.
85 Przeto nie będzie tobie dziwno wcale,Że się tu mężów florenckich przypomni,Pokłoni skrytej w łonie czasu chwale.
88 Catellinowie, Ughi mi przytomni,Filippi, Greci, Ormanni, Albrichi:Już wyrodzeni, a jeszcze ogromni.
91 Wielcy dziadowie, rodów naczelniki:Owi z Sannella oraz owi z Arki,Toż Soldanieri, Ardinghi, Bostichi.
94 Nad bramą, która obciążyła barkiDźwigając takiej podłości brzemiona,Że wróżą zgubę przepełnionej barki,
97 Ród Ravignanów siadł, skąd rozplenionaFamilia Guida i liczni dziedziceSławnego niegdyś mianem Bellinciona.
100 Pan z Pressy znał już wtedy tajemnicęRządów pomyślnych; już dom GaligaioOzłocił miecza gardę i głowicę.
103 W górę wyrosła już kolumna z Vajo,Sacchetti, Giuochi, Fifanti, Basucci,Galii i ci co korca się sromają.
106 Ow szczep, z którego wyrośli Calfucci,Strzelił wysoko; do krzeseł się wspięłyKurulnych: Sizich ród i Arrigucci.
109 Niejedne własną dumą się zwichnęły,Podczas gdy w złotych kulach było ładnieFlorencji, strojnej przezacnemi dzieły.
112 Takimi czyny doszli chwały snadniePrzodkowie onych, co dzisiaj w kościeleSierocym spadłszy, pasą się gromadnie.
115 Zgraja zuchwała, co się smoczy śmieleNa pierzchających, lecz gdy jej kto kłamiLub kieską błyśnie, jak owca się ściele.
118 Już się wznosili — drobni ludzie sami:Na teścia dąsał się Ubert Donati,Że mu ród lichą parentelą plami.
121 Już Caponsacco osiadł się bogatoZszedłszy z Fiesole; już wzmogła uczciwaPraca ród Giudi i ród Infangato.
124 Rzecz to zaiste dziwna, lecz prawdziwa:Do miasta wrota ubożuchne wiodły,Co je od rodu Pera lud nazywa.
127 Kto tylko zdobił tarcz pięknemi godłyCnego barona, któremu brzmi sławaWłączona w święto — Tomaszowe modły,
130 Szlachectwo razem brał i wszystkie prawa.(Choć dziś się z ludem brata ktoś, co złotejFrendzli do belek na herbie dodawa).
133 Już Importuni kwitli, Gualterotti;Już wreszcie Borgo żyłoby spokojnie,Gdyby przybysze zostali za wroty.
136 Dom, co początek dał zabójczej wojniePrzez pomstę słuszną za niecne zachody,A was przymusił czuwać ciągle zbrojnie,
139 Cny był sam i cne związane z nim rody;O Buondelmonte, czemuż cię widzieliNa inne stamtąd spieszącego gody!
142 Ci co dziś smutni, byliby weseli,Gdybyś do miasta jadąc, spoczął w EmiePrzez dopust boży na wodnej pościeli.
145 Lecz było trzeba, by florenckie plemięPoświęciło cię w miru dni ostatnieGłazowi, który u stóp mostu drzemie...
148 Widziałem zatem w jedno plemię bratnieCzule spojoną Florencję w tej porze,Zanim się nad nią pomsta boża zatnie.
151 Z onymi rody w jednym sławnym zborzeLud sprawiedliwy tak, że lilii kwiatyNa drzewcu lancy zawsze były w górze,
154 Ni odmieniały bieli na szkarłaty.
Comments
Loading comments…