Pieśń XVII
Translated by Edward Porębowicz
Boska komedja — Raj
1 Jak ten, co bieżał, dawszy słuch obmowie,Badać Klimenę o swe pochodzenie— Odtąd są skąpsi dla synów ojcowie, —
4 Tak jam się kwapił i tak me pragnieniePojęli ona i duch świętej chęci,Co ku mnie zstąpił po krzyżowej ścienie.
7 Więc Beatrycze rzekła: »Tchnij goręciejPożądań twoich wewnętrznymi żary,Znacząc je cechą serdecznej pieczęci.
10 Bo choć nam nie są tajne twe zamiary,Chcę byś się uczył, sam będąc niesytym,Prosić, aby ci dopełniono czary«.
13 »O pniu ojczysty, coś nieb dosiągł szczytemI rzeczy przyszłe leżące w bezkresieOglądasz, jaźnią złączony z prabytem;
16 Któremu każdy dzień dzisiejszym zwie sięTak nieomylnie, jako jest niemylneTo, że rozwartych dwóch trójkąt nie zniesie;
19 W czas gdy mię ramię Wirgilego silneWiodło ku górze co lekuje skazyI gdym zstępował w ciemnie zamogilne,
22 O losach swoich słyszałem wyrazySrogie, choć dusza jak skała ciosanaW sześcian nie baczy na fortuny razy.
25 Oto chcę wiedzieć od samego rana,Jaka się dola stanie mym udziałem,Bo mniej dokucza strzała przewidziana«.
28 Tak się do iskry świętej odezwałemI jak mi jasna moja pani każe,Pragnienia duszne otwarcie wyznałem.
31 Nie w tej dwuznacznej dawnych wieszczków gwarze,Jak nią wróżyli, zanim był zabityBaranek, który grzechy świata maże,
34 Lecz w mowie prostej, jasnej i niekrytejDziad mój najmilszy ozwał się łaskawie,Widny mi, chociaż w uśmiechu spowity.
37 »Wszelkie zdarzenie, co w świata ustawieZa pojęć waszych materyją leży,W oczach się boskich kreśli jak na jawie.
40 Lecz się z przedwiedzą boską nie przymierzyZdarzeń konieczność; tak wzroku narzędziePrzez się nie sprawia, że łódź z falą bieży.
43 Jak ucho słyszy organ, który gędzieSłodką harmonię, tak i wzrok mój chwytaNa toni czasów to, co z tobą będzie.
46 Więc jak wygnały niegdyś HipolytaZ Aten macochy niecne obyczaje,Tak i ty wyjdziesz z Florencji banita.
49 Już tego pragnie ktoś i już nastajeNa cię i wnet się twą krzywdą nasyciPan ziem, gdzie codzień Chrysta się sprzedaje.
52 Winę, jak zwykle, poniosą pobici,Lecz pomsta, która za zbrodnią ugania,Wyda, po której stronie prawowici.
55 Naprzód porzucisz najsłodsze kochania:To pierwsza będzie z twych losów przygodyStrzała puszczona po łuku wygnania.
58 Poznasz następnie, jakie gorzkie godySpożywać cudzy chleb; jak uciążliwaDroga wstępować na nieswoje schody.
61 Lecz co ci bardziej dopiecze do żywa,Będzie kompania, którą zły los wnęciW twe obcowanie, dzika i złośliwa,
64 Niewdzięczna, głupia, bez czci i pamięciNieprzyjacielsko stanie przeciw tobie,Ale też nie ty, lecz ona kark skręci.
67 Jej zbydlęcenie poznasz po sposobieJakim ci będzie czynić swoje wstręty:Chwała-ć, bo stworzysz stronnictwo sam sobie.
70 Pierwsza gościna gdzie będziesz przyjęty,W czesnej wielkiego Lombarda ostoi:Ponad schodami u niego ptak święty.
73 Taka go hojność i uprzejmość stroi,Taka łaskawość w dobrodziejstwie skrzętna,Że nim poprosisz, już prośbę ukoi.
76 Z nim ujrzysz chłopię, które wzięło piętnaOd szczęsnej gwiazdy w urodzin godzinie,Iż wiekom będzie jego cześć pamiętna.
79 Nie wiedzą jeszcze dzisiaj o chłopczynie,Bowiem zaledwie lat dziesięć, nie dłużej,Jak wokół niego słońca krąg się winie.
82 Gaskon wielkiego Henryka nim zdurzy,Blask cnót młodzieńca światu się objawi:Złota nie chciwy, przed trudem nie stchórzy,
85 A dobroć jego tak się rozesławiPrzez usta wielu po świata połaci,Że jej wróg nawet milczeniem nie zdławi.
88 On cię też kiedyś wesprze i wzbogaci:To zdziała jego nad ludem opieka,Że stan zamienią biedni i bogaci.
91 Słuchaj, co niesie przyszłość niedaleka,Lecz nie głoś...; rzeczy dodał niesłychane:Cudem się zdadzą temu, co doczeka.
94 Oto są — mówił — glossy przypisaneDo wróżb o tobie; oto niekorzyści,Których masz doznać przez losów odmianę.
97 Nie przeto oszczędź bliźnim nienawiści;Trwalsze po tobie wieńce wawrzynowe,Niż pomsta, co się na twych wrogach ziści«.
100 Gdy dusza święta zakończyła mowęI tak ucięła nić w onem przędziwie,Skąd snuła wątek na moję osnowę,
103 Zacząłem jak ktoś, co wygląda chciwieJakowejś rady od osoby drogiej,Która wie i chce i kochaniem żywie.
106 »Ojcze mój, widzę, czas w pełne ostrogiPędzi przeciw mnie, a cios tem boleśniejUderza, im kto jest pełniejszy trwogi.
109 Toż muszę tarczą osłonić się wcześniej,Bym, skoro los mi ojczyzny nie życzy,Reszty nie stracił z winy moich pieśni.
112 Tam, w owym świecie bezmiernej goryczyI na tej góry pięknej krętym szlaku,Skąd mię porwały oczy Beatryczy
115 I tutaj w niebie z gwiezdnego orszakuSzły mi w słuch rzeczy, które gdy powtórzę,To niejednemu będą przykre w smaku.
118 Gdy zaś przed prawdy oznajmieniem stchórzę,Lękam się stradać przyszłego żywotaŚród tych, dla których zmiany losu wróżę«.
121 A wtem klejnotu mojego jasnotaUśmiechem w snopy wybłyśnie ognisteJako od słońca tarcz zwierciadła złota.
124 I doda: »Tylko sumienie nieczysteZ własnych lub cudzych win, twoich orędziSurowość przykro poczuje — zaiste!
127 Ty jednak z prawdy dróg nie schodź ni piędzi:Opowiedz w pieśniach wszystką twoją zjawę,A niech się taki skrobie, kogo swędzi
130 Chociaż użali się na cierpką strawęPosmakowawszy, potem z jej dosytuSoki wynikną na zdrowia poprawę.
133 Wołanie twoje będzie wiatr u szczytuGór, co najwyższe potrząsa konary,A to ci doda nielada zaszczytu.
136 K’temu to w niebie i w wieczystej karyDolinie i tam na górze umorzeńUkazano ci sławne w świecie mary.
139 Bo nie buduje się duch ludzkich stworzeń,Ani przykładom wierzyć nie jest zwykły,Co mają skryty i nieznany korzeń
142 I nie znęci ich żaden dowód nikły«.
Comments
Loading comments…