Pieśń XVIII

Translated by Edward Porębowicz

Boska komedja — Raj

1 Już zadumaniem własnem się ukoiłBłogosławiony wid, a jam radościZe smutkiem plotąc, swe marzenia roił,

4 Gdy pani co mię wiodła ku boskości,Rzekła: »Myśl odmień; bacz, jak niedaleceSiedzę tej mocy, która krzywdy prości«.

7 Na głos ten spojrzę ku mojej Opiece:Jaką miłością wzrok jej święty gore,Niecham rzec, bowiem mową nie dolecę.

10 Nie tylko przeto, że słów nie dobiorę,Lecz że nie zdołam odwołać w pamięci,Jeżeli ktoś mię nie podeprze w porę.

13 Tyle rzec jeno wspomnienie mię nęci,Że gdym poglądał na nią, w tym zachwycieRoztopiły się wszystkie inne chęci.

16 Aż z jej lic piękna wiecznego odbiciePośrednie ku mnie odstrzelone, dajeMym zachwyconym zmysłom nowe życie.

19 Gdy tak od światła jej uśmiechu taję,Rzekła mi: »Obróć się i spójrz po stronie:Nie tylko w moich oczach błyszczą raje«.

22 Gdy duszę wszystką jakaś myśl pochłonie,To się ją łacno odgaduje z twarzy,W której jak gdyby jasnym ogniem płonie.

25 Toż widząc, jak się płomyk święty żarzyI tem zarzewiem w uśmiech przyodziewa,Znak w tem poznałem, że ze mną pogwarzy.

28 Płomień rzekł: »Na tem piątem piętrze drzewaCo z góry czerpie sok, nie traci liści,A owoc na niem ustawnie dojrzewa,

31 Siedzibę mają duchowie ogniści,Co zasłużyli, nim doszli podwyżaTych sfer, by już ich sławili lutniści.

34 Lecz spojrzyj teraz na ramiona krzyża:Kogo zawołam, zleci takim ruchem,Jak po obłoku spada iskra chyża«.

37 Gdy patrzę, ognia wyrwie się okruchemNa wzew: »Jozue!« jedna jasna dusza;Prędzej ją okiem pojąłem niż uchem.

40 Potem na wtóry wzew MachabeuszaDruga zaczęła w lot okrążać polem:Jako bicz frygę, radość ją porusza.

43 Więc za Rolandem i Wielkim KarolemBiegła mi w tropy źrenica rozwarta,Jak po powietrzu za lotem sokolim.

46 Potem widziałem Wilhelma, Renwarta;Goffreda dusza mknęła świętym szlakiemI Gwiskardzina, od krzyża oddarta.

49 Zjednany z duchów krążących orszakiemÓw wid mówiący pokazał nareszcie,Jak dzielnym w chórze niebian był śpiewakiem.

52 Obróciłem się ku świętej niewieściePo mej prawicy, tusząc, że pochwycęRozkaz zjawiony w słowie albo gieście.

55 Ujrzałem wtedy jej czyste źrenice:Nigdy nie była strojniejsza w pieszczotęAni weselej jaśniały jej lice.

58 Jak dobrze czyniąc, wzmaga się ochotęI rozkosz dobra, a śród tego społemCzłowiek spostrzega, że urasta w cnotę,

61 Tak zapatrzony w piękny cud, pojąłem,Że ja i ze mną wszystka niebios chwałaCoraz to szerszem toczymy się kołem.

64 Jak w jednej chwili rumieńcem zapałaI znowu, skoro ze wstydu ochłonie,Szkarłaty zwiewa niewieścia twarz biała,

67 Tak ją ujrzałem obróciwszy skronie;Nagle w jasności złagodzonej zbladła,Gdy szósta gwiazda wzięła nas w swe tonie.

70 W tej Jowiszowej żagwi się układłaMiłość, błyszcząca płomiennymi znakiW kształcie łacińskiej mowy abecadła.

73 A jak siedzące po wybrzeżu ptakiCiesząc się swojej wygrzebanej strawieZlatują w chmary lub w długie orszaki,

76 Tak pośród świateł migocą jaskrawieDuchy pieśń nucąc, aż sobą wypisząD. I. L. na mgieł jarzącej kurzawie.

79 Naprzód w takt śpiewu chwilę się kołyszą,A potem w każdej literze zatknionejNa niebie cicho, nieruchomie wiszą.

82 O boska Muzo, która bijesz w dzwonyGeniuszom, długi wiek im niosąc w darze,Gdy oni darzą nim państwa i trony; —

85 Pokrzep me siły, niechaj się odważęSkreślić tę ogniów mowę jasnowzorą:Niech w szczupłych wierszach twa moc się ukaże.

88 — Ujrzałem tedy pięć razy siedmioroGłosek wiązanych ognistym zaplotem:Rozpalają się kolejno i gorą.

91 Diligite justiciam: z swym przedmiotemSłowo wybłysło w tej pierwszej kwaterze;Qui judicatis terraM stało potem.

94 Gdy wiersz dopełnił kresu na literzeM, wtedy Jowisz zdał się srebrny cały,A tylko złotem tkane miał obrzeże.

97 Na szczyt owego M pozlatywałyIskry i pieśnią zaczęły wymownieSławić moc, co je wiodła do swej chwały.

100 Jak gdy potrącisz zapaloną głownię,Tysiąc się iskier zaraz z niej rozleci,Z których gmin ciemny wróży, — tak ponownie

103 Trysła kurzawa ognistej zamieci:Tutaj opada, tam się w górę wzbije,W miarę jak skinie słońce co ją nieci.

106 A gdy iskrami całe tło wyszyje,Tedy patrz: gwiazda utkana przy gwieździeZłożyły głowę orlicy i szyję.

109 Ten kto tam jeździ, wodza swojej jeździeNie zna; sam wozi, wydzielając onęMoc, co się formą czyni w każdem gnieździe.

112 Chór co skwapliwie układał koronęZ lilij ponad M, kilkoma obrotySpłynął w orlicy kształty spłomienione.

115 O słodka gwiazdo, iloma-ż klejnotyŚwiadczysz, że Prawo ziemskie się wywodziZ nieba, zdobnego twojemi błyskoty.

118 Więc błagam kornie Myśl, z której się rodziTwój ruch i władza, niech odpędza chmuręZłości, bo cień jej twoim łunom szkodzi.

121 Niechaj zapłonie gniewem po raz wtóryNa tych, co hańbią kupczeniem dom boży,Z męczeństw i cudów mający swe mury.

124 Wojska niebieskie! przed wami się korzyDuch mój: módlcie się za ten ród człowieczy,Co pod złym wodzem błądzi śród bezdroży.

127 Dawniej się w wojnie używało mieczy;Dziś się odkrada od ust chleb prawdziwy,Którego ojciec nikomu nie przeczy.

130 Ty klątw miotaczu, któreś mazać chciwy,Wiedz: żywie Paweł, i Piotr za winnicęKtórą pustoszysz, umęczon, — też żywy.

133 Odpowiesz: Ja się wizerunkiem sycęŚwiętego, który zamieszkał pustkowieI na śmierć wydan był przez tanecznicę,

136 — A jacyś Paweł i Piotr mi nie w głowie!...

Comments

Loading comments…