Pieśń XXIII

Translated by Edward Porębowicz

Boska komedja — Raj

1 Jak ptak w osłonie lubionych gałęziSiedzi na gnieździe pośród miłych dziatekKiedy noc jeszcze ziemię w cieniach więzi

4 I żeby zebrać pokarmu dostatek— Słodkim trud wszelki dla takiej korzyści, —Pragnieniem z głębi zielonych komnatek

7 Czas wyprzedzając, który światło ziści,Patrzy czy zorza wschodu nie roztrącaI czeka świtu przez gęstwinę liści; —

10 Tak moja pani stała czekająca,Utkwiwszy oczy w niebios okolicę,Gdzie najmniej chyżym zdaje się bieg słońca.

13 Widząc że się jej zapalało lice,Byłem jak człowiek, który się wysila,Aby nadzieją uciszać tęsknice.

16 Niedługo jeszcze trwała owa chwilaCzekania, kiedym ujrzał, że pożarnąZorzy jasnością niebo się rozchyla.

19 A Beatrycze: »Oto już się garnąRzesze z tryumfu Chrysta; oto w tokuSfer wirujących wyłuskane ziarno«.

22 Twarz swą ubrała w płomienie, a w okuZatliła takiej radości kagańce,Że nie potrafię skreślić jej uroku.

25 Jak na księżyca pełni Diana tańceWyprawia z nimf swych nieśmiertelnem gronemCo rozpogadza wszystkie nieba krańce,

28 Tak obaczyłem nad iskier milionemSłońce; tamtejsze światy tak niem płoną,Jak naszem gwiazdy w stropie wyiskrzonym.

31 Pod przeźroczystą i jasną przeponąLśniła substancja światłości tak wielka,Żem nie mógł oczu obrócić tą stroną.

34 O Beatrycze, luba wodzicielka!...Oto mi rzekła: »Władze twe rozprzęgaTa Moc, przed którą mdleje władza wszelka.

37 To owa Mądrość i owa Potęga,Co szlak otwarła od ziemi ku górze,Po którym niebios tęskna dusza sięga«.

40 Jak ogień rwie się, uwięziony w chmurzeCo go nie zdoła objąć, więc wyprutyW dół się przewala, wbrew swojej naturze,

43 Tak duch mój pasion na biesiadzie sutejZolbrzymiał w sobie i tak wybiegł z ciała,Że już nie pomni zdarzeń tej minuty.

46 »Podnieś powieki, spójrz jaka-m się stała;Z wielkich widoków nabrałeś tej mocy,Że zdzierżysz patrzeć, jak mój uśmiech pała«.

49 Czekałem czegoś, jak ten, co po nocyBył nawiedzony cudną senną marąI pragnie włudzić ją znowu na oczy,

52 Gdy ucieszyła mię piękną ofiarąWartą wdzięczności tak wielkiej i trwałej,Że jej nie zgubi pamięć żadną miarą.

55 Choćby języki wszystkie pomagały,Które Polymnia z siostrami na mlécznymNapoju w niebie swojem wychowały,

58 Trudnoby pieniem tem wielojęzycznemRzec, czem był uśmiech kraszący jagodyMej świętej i czar w tym uśmiechu ślicznym.

61 Więc opisując owe rajskie grody,Święcone dzieło przeskokami biegnieJak ktoś, co w drodze spotyka przeszkody.

64 A ty zważywszy ciężar, który zegnieNajtęższe siły w każdym ziemskim tworze,Nie gań, że duch mój niekiedy przylegnie

67 Nie dla maleńkich łódek jest to morze,Gdzie płynie barka moja niespożyta;Lękliwy żeglarz wiosłem go nie porze.

70 »Czemu twarz moja tak cię czarem chwyta?Patrz indziej, gdyżeś u ogrodu proga,Który w Chrystusa promieniach zakwita.

73 Tu rośnie Róża, w której słowo BogaCiałem się stało; tu lilije wonneZapachem wiodą, kędy prawa droga«.

76 Tak Beatrycze; a myśli me skłonneK’jej woli, nowe widowisko chłoną;Na żar obracam źrenice niebronne.

79 Jak pod obłoku spękaną zasłonąW słońca kurzawie, która przez nią leci,Z oddali widno łąkę umajoną,

82 Tak się przedemną mrowie iskier kwieciPooświecanych blaskiem gdzieś z wysoka;A niewiem, jakie ognisko je nieci.

85 O szczytna Mocy, co kształtem obłokaWzniosłaś się w górę, ażeby, zbyt nizkoPałając mego nie oślepić oka!

88 Słysząc to kwiecia pięknego nazwisko,Którego wzywam zmierzchem i o świcie,Spojrzę w największej iskry palenisko.

91 A ledwo, że się w oczach mych odbicieŻyjącej gwiazdy odmalować zdoła,Co tam króluje tak jak w ziemskim bycie,

94 Gdy wtem żagiewka gdzieś od niebios czołaZleci i w jasny wieniec się zaplataI w lot osnuwszy ją, krąży dokoła.

97 Nawet najsłodsza melodyja świataCo dusze więzi w zgodnych dźwięków mirze,Zgrzytem się wyda który z chmur wylata,

100 Przeciwstawiony tej niebiańskiej lirze,Co tu klejnoty świetnymi jaśniejeW najprzeźroczystszym niebiosów szafirze.

103 »Ja jestem radość anielska, co siejeGórną uciechę, a z żywota płynie,Który gospodą był naszej Nadzieje.

106 I będę krążył, pókiś ty przy Synie,Pani niebieska i póki w obręczyNajwyższej blask twój ponad inne słynie«.

109 W ten sens okrężna melodyja dźwięczy,A inne światła imieniem »Maryja«W chórze śpiewały za tym, co ją wieńczy.

112 Ów płaszcz królewski, co sobą spowijaWszechświata warstwy i żar w siebie bierzeBoski i jego tchnień najwięcej spija,

115 Tak swoich ogni najniższe obrzeżeKreślił wysoko ponad świata zwoje,Żem poznał, iż go oczyma nie zbieżę

118 I że nie zdołam w niebieskie pokojeZdążyć dość szybko, gdzie się uwieńczonaJasność podniosła, śledząc plemię swoje.

121 A jak dziecina, kiedy nakarmiona,Giestem wskazując co jej w duszy świta,Do matki swojej wyciąga ramiona,

124 Tak owa duchów rozgorzałych świtaPrężyła w górę swych płomieni kiście,Miłością Marji cała rozpowita.

127 Na oczach moich gorzała rzęsiście,Regina caeli nucąc, trzódka gwarna:Tak mi w pamięci została wieczyście.

130 O jakże dobrym plonem jest ciężarnaKażda z skrzyń owych, co na ziemskiej roliRozsuła niegdyś takie zdrowe ziarna!

133 Tutaj się żyje i czerpie dowoliZ uskładanego umartwieniem plonu,Co w babilońskiej powschodził niewoli.

136 Tak u stóp Chrysta i u Marji tronuZwycięstwa swego używa bezpiecznyPospołu z Radą obojga zakonu

139 Ten, co ma klucze od radości wiecznej.

Comments

Loading comments…