Pieśń XXV
Translated by Edward Porębowicz
Boska komedja — Raj
1 Jeśli poemat święty, co doń społemZiemia i niebo przykładały dłoni,Który lat tyle układam z mozołem,
4 Zwycięży srogość, co mi wstępu broniPięknej owczarni, gdzie bytem jagnięcemŻyłem, wróg wilków szturmujących do niej, —
7 Z inną ja mową, choć już nie młodzieńcemWrócę poeta; u chrzcielnego zdrojuCzoło umaję wawrzynowym wieńcem.
10 W wierze tam wszedłem, która do pokojuWiedzie: w nagrodę święty Piotr z płomykówUwił mi glorję jasnego zawoju.
13 A wtem z pośrodka rozśpiewanych szykówTrysł promień i szedł na gromady czele,Skąd powstał pierwszy z Chrysta namiestników.
16 W oczach mej pani zatliło wesele:»Przypatrz się, widzisz rajskiego magnata,Co dlań dziś pątnik zwiedza Compostellę.
19 Jako to gołąb do gołębia zlata,Puszy się, grucha, kroczy dookołaI pieszczotliwie skrzydła z nim zaplata,
22 Tak tu apostoł witał apostoła,Jeden drugiemu miłość niosąc w darzeI chwaląc strawę z niebieskiego stoła.
25 A gdy skończyli obaj luminarzeWitać, stanęli przedemną jak świéce,Tacy ogniści, że lśnąłem w pożarze.
28 A Beatrycze umiliwszy lice:»Przesławny bycie, któryś pisał dziejeŹródeł hojności w rajskiej bazylice,
31 Spraw, niech się tutaj wymówi nadzieję;Ty ją przedstawiasz, ilekroć swą chwałąZwiększoną Chrystus wam trzem zajaśnieje«.
34 »Podnieś ty zatem głowę i patrz śmiało;Co tu przybywa z śmiertelnej natury,Trzeba by w naszych promieniach dojrzało«.
37 Tę mi pociechę tchnął ów ognik wtóry;Wzniosłem więc oczy zmrużone w poświacie,Na dwie tłoczące mię ogromem góry.
40 »Skoro-ć pozwolił Władca w majestaciePrzed śmiercią rajskich oglądać baronówW najskrytszej swego pałacu komnacie
43 I skoroś poznał prawdę jego tronów,Nadzieję teraz, która miłość nieciW innych umocnij, a sam w sobie ponów,
46 Wyznając, czem jest i jak się nią kwieciTwa dusza i skąd ku tobie przybywa«.Ten głos drugiego ognia mię doleci.
49 Gdy to usłyszy pani dobrotliwaKu wzlotom skrzydła moje hartująca,Natychmiast tak się do ducha odzywa:
52 »Jak wyczytałeś w skrach naszego Słońca,Nie chowa sytszych nadzieją żołnierzyCała Kościoła armia wojująca.
55 Dlatego jemu z egipskiej obieżyW jerozolimskie dano wstąpić wrota,Gdy mu czas jeszcze wojowania bieży
58 Dwa punkty inne, gdy pytać ochota(Nie g’woli wiedzy, lecz by niósł ludowiWieści, jak tobie jest miła ta cnota), —
61 Jemu zostawiam; tuszę, że odpowie,Ani stąd będzie dawał folgi pysze;Niech łaska boża w tem go postanowi«.
64 Stałem jak uczeń, który chęcią dyszeI czeka, w sobie gotów na pytanie,Pewien, że swoją sztuką się popisze:
67 »Nadzieja«, — rzekłem — »jest oczekiwanieChwały niechybnej, która mi z zasługiWłasnej i z łaski bożej się dostanie.
70 Z licznych gwiazd biorę te jasności strugi,Lecz kto najhojniej nalał mi z tej czary,Był śpiewak, pierwszy między pańskie sługi.
73 Powiada w hymnie: Ufają bez miaryCi, którym nie jest skryte imię Twoje; —A komuż skryte, kto jest mojej wiary?
76 Oglądam potem przelane te zdrojeDo twego Listu; oto mię przesycaTaka obfitość, że spragnionych poję«.
79 Podczas gdym mówił, ta żywa zbiornicaŚwiatła migała ze swego ogniskaCzęsto i prędko, niby łyskawica.
82 I tchnął głos: »Miłość co ze mnie wytryskaK’nadziei, która mi towarzyszyłaDo męczeńskiego zejścia z bojowiska,
85 Żąda, bym wezwał cię, skoro tak miłaTobie ta cnota, abyś łaską silnyWyznał, co ciebie tuszyć nauczyła.
88 »Jest w Piśmie świętem«, tak rzekę, »niemylnyCel jej wskazany: oglądam go ninie.O duszach, którym Pan Bóg jest przychylny
91 Mówi Jezajasz, że w swojej krainieKiedyś dwoista je oblecze szata,A kraj swój to ten, co słodkością płynie.
94 Jeszcze wyraźniej u twojego brataOwo widzenie szat świetności białejZ tem się proroka objawieniem splata«.
97 Gdym skończył mówić, gromkimi hejnałyWionęło: Sperent in te z nad mej głowy;A wszystkie kręgi echem powtarzały.
100 Wtem z pośrodka nich strzelił promień nowy:Gdyby Rak tyle miał jasnej urody,Dniemby ustawnym był miesiąc zimowy.
103 Jak wstaje, stąpa i wchodzi na godyDziewica hoża, nie by się pochwałąUcieszyć, ale ku czci panny młodej,
106 Tak w moich oczach Zjawienie stąpałoKu parze duchów co się kręgiem toczy,Jak ich żarliwym miłościom przystało.
109 Wtem się głos jego z ich pieśnią zjednoczy:A moja pani jak oblubienicaStoi bez ruchu, wlepiwszy w nie oczy.
112 »Oto ten, który skłaniał niegdyś licaNa przenajświętsze łono PelikanaI z Krzyża wybran Matce na dziedzica«.
115 Tak rzekła; ani zaszła w niej przemiana,Bo ciągle wzrok swój obracała bacznieNa promień, w pienie jego zasłuchana.
118 Jak patrząc w słońce spostrzegać się zacznieŻe się powoli w tarczę zmienia ciemną,Bo z nadmiar blasku widzi się opacznie,
121 Tak ja, w żar patrząc co gorzał przedemną,I mówił: »Czemuż wysilasz się tyleRzecz widzieć, której tu szukać daremno?
124 Pyłem jest ciało moje w ziemskim pyleI póki liczba nie będzie spełnionaWybrańców bożych, trwać musi w mogile.
127 Dwa tylko światła, z pośród duchów gronaZ ciałem wstąpiły w niebieskie pokoje;Ponieś to między twe ziemskie plemiona«.
130 Gdy skończył mówić, spłomienione zwojeZatrzymały się, wraz z harmonią ładną,Którą tworzyli ci święci we troje.
133 Tak wiosła, rafę ominąwszy zdradną,Naborykawszy się z nurtów nawałem,Na głos gwizdawki odrazu opadną. —
136 Jakże się nagle ogromnie zmieszałem,Kiedy chciawszy się przyjrzeć Beatryczy,Zwrócony ku niej już jej nie ujrzałem,
139 Choć była przy mnie w tym kraju słodyczy.
Comments
Loading comments…