Francesca di Rimini

Translated by Gustaw Zieliński

O wieszczu rzekłem... radbym dwa te cienie,Nad powiew lżejsze i z sobą złączone,Spytać... przez jakie zaszły tu zdarzenie?...A on mi na to: «Uważaj gdy w stronę,«Ku nam, wiatr swoim poniesie je tchnieniem,«To zaklnij owej miłości imieniem,«Która je wiedzie,... a one się zbliżą.»Wiatr właśnie cienie pędził ku nam chyżo,Ja głos podnosząc, rzekłem: „biedne duchySkazane cierpieć bez żadnej otuchy,

Jeśli wam mowy nie zbronne użycie,Chodźcie, powiedzieć, za co tu cierpicie?“...Jak dwa gołąbki, rozkoszą wiedzione,Przez szlak powietrzny, nieruszając pióry,Z podniesionemi skrzydłami do góryLecą, na gniazdo swoje ulubione,Porywem wspólnej kierowane chęci,Tak oni... z tłumem, gdzie był cień Didony,Ku nam, przez wyziew stęchły i skłębionySunęli... słów mych powabem zaklęci.«O ty istoto! poważna i miła,«Coś przez tumany piekielne zstąpiła«Aby nas widzieć, cośmy w jednej chwili«Wasz świat potokiem wspólnej krwi zbroczyli,«Jeśli proźb naszych wysłucha Pan w niebie,«Będziem go błagać o pokój dla ciebie,«Boś ulitował się naszej niedoli.«Chcesz mówić?... przemów, słuchać cię będziemy.«Zapytasz?... wszystko chętnie opowiemy,«Skoro wiatr ścichnie i mówić dozwoli.«Kraj mój rodzinny jest przy morza brzegu,«W które Po, licznych rzek objąwszy wodę

«Zstępuje... spocząć po długim przebiegu.«Miłość... co w serce szlachetne i młode«Nagle porywa... płomieniem zawrzała«W duszy młodzieńca, dla pięknych form ciała,«Które mi zdjęto w sposób... co znieważa,«Że przypomnienie jeszcze mnie obraża;«Miłość... co nigdy nie przebaczy temu«Kto silnie kocha, taką mnie wzajemną«Potęgą uczuć niosła ku miłemu,«Że... widzisz: nawet po śmierci jest ze mną;«Miłość... zawiodła nas razem do grobu,«A jego... który wydarł życie obu,«Czeka Kaina.»To ich słowa były;...Słuchając dusze tak ciężko zranione,Schyliłem czoło i długom schyloneTrzymał, i podnieść nie miałem dość siły;Aż wieszcz mnie wyrwał z więzów zamyślenia..„O czem tak dumasz?“... ja podnosząc głowę:„Ach! ileż słodkich marzeń i złudzenia,Zgon tak bolesny, rozproszył im marnie!“Po tem zwracając do dwóch cieniów mowę,Rzekłem: „Francesco! mnie twoje męczarnieŁzy wytrącają żalu i litości,Lecz powiedz: w chwilach czułego westchnieniaW jakiście sposób ulegli miłości?...Jak odgadliście skryte wasze chęci?“

A ona... «Niema sroższego cierpienia«Jak dni szczęśliwe odnawiać w pamięci,«W chwili nieszczęścia... twój mistrz zna słów wątek;«Lecz gdy tak pragniesz odgadnąć początek«Naszej miłości, choć to męki wznowi,«Opowiem... — jak ten co płacze i mówi.

«Raz, czytaliśmy wspólnie dla zabawy«O Lancillocie... kiedy nim zawładła«Gwałtowna miłość... bez żadnej obawy«O nas, choć sami... księga tak zajęła,«Że nieraz z sobą spotkały się oczy,«Twarz się mieniła, płonęła lub bladła;«Ach! zgubą naszą był jeden wiersz dzieła,«Gdyśmy czytali... jak w uśmiech uroczy«Kochanek złożył rój całunków wrzących;«Wtenczas... o wtenczas... mamże mówić o tem,«Ten... co odemnie już się nieoddali,«Przycisnął usta do moich ust drżących...«Księga i autor... był nam Galleotem;«Dnia tego, myśmy więcej nie czytali.»Gdy to duch jeden mówił... wówczas drugiTak rzewnie płakał, że wzruszony zbladłem,W oczach mi zmierzchło i jak martwy padłem.Piza. d. 14-go Grudnia 1850 r.

Comments

Loading comments…