Sonety — I

Translated from English by Zofia Reutt-Witkowska

Dumałam raz nad starą pieśnią Teokryta,Jak śpiewał lata błogie, cenne, upragnione,Postaci dłoni wdzięcznych biorące osłonę,By z nich płynęła ludziom dań szczęścia obfita.

Gdy tak myśl ma powieści w dawnej mowie czyta,Zwolna, z cienia, powstają wizją lata one,Błogie lata i smętne, lata roztęsknioneWłasnego życia mego, po których dziś drży ta

Łza, jak po śnie rozwianym. Znienacka, przez rosyÓcz mych, dojrzę — mistyczny sunie Kształt, aż słanieZa mną i wstecz mię nagle pociągnie za włosy.

Gdy się opieram — spyta, władny, niespodzianie:„Zgadnij, kto-ć trzyma?” Rzekłam: „Śmierć.” Lecz srebrnogłosyWtem dźwięczy odzew: „Nie Śmierć, ale Miłowanie.”

Comments

Loading comments…