Sonety — XV

Translated from English by Zofia Reutt-Witkowska

Błagam, byś nie oskarżał, iż wciąż niewesołaLice cicho naprzeciw twoim licom wznoszę:Gdyż w różne patrzym strony; słoneczne rozkoszeNiejednakim nam blaskiem nasze złocą czoła.

Ty na mnie patrzysz z troską: otom, niby pszczołaW czystej ambry zamknięta kryształowe klosze,Odkąd w swym smutku żyję bezpieczniej potrosze,W Bożą Miłość zaklęta, i w przestrzeń dokoła

Rwać się — niepodobieństwem; nie rwę się więc do niej —Zawodnej. — Lecz ja patrzę na ciebie — na ciebie —Widząc, jak miłość gaśnie w zapomnienia toni,

Słysząc, jak się i pamięć w tych falach pogrzebie;Ów, który z wyżyn patrzy, widzi, jak na dłoni,Że się hen, u rzek ujścia, mórz gorycz kolebie.

Comments

Loading comments…