Sonety — XVIII

Translated from English by Zofia Reutt-Witkowska

Nigdym jeszcze swych włosów nie dała kędzioraMężczyźnie, okrom tego dziś, Najdroższy, tobie;W zadumie go rozkręcam w palcach i sposobię —Długiem brunatnem pasmem lśni równianka spora:

„Weź, proszę”. Dzień młodości mej przeminął wczora;Z śladem stóp się nie wiąże włos w weselnej dobie,Ani go różą więcej ni mirtem nie zdobię,Jako czynią dziewczęta: nadeszła dlań pora

Ocieniać głowę, smutkiem zwisłą, co do dna mięZdjął; lice, które zryła bujnych łez nawała.Zetną włos mój, mniemałam, przy Pogrzebnej bramie

Nożyce, ale słuszna jest, by Miłość brałaDar, gdzie przetrwało czyste pocałunku znamię,Którym się matka ze mną, konając, żegnała.

Comments

Loading comments…