Sonety — XXIV
Translated from English by Zofia Reutt-Witkowska
Niech ostrość świata będzie nam, jako złożonyKlingą do klingi nóż ten, nie zadając męki,W dłoni Miłości skryta, dziś ciepłej i miękkiej, —Niech pierzchną waśni ludzkie w oddalone strony,
Gdy ostrz zwarciem nóż klasnął. Opleć mię ramiony —Życie skłania się życiu; rozpierzchły się lęki;Urokiem dobrym od złej światowców paszczęki,Niemocnej szkodzić, chociaż jadem zarażonej,
Bronisz mię. Bytów naszych liljowe kielichyŚnieżyście niechaj wzrosną ponad czarne złoże,Skąd czerpią, niedostępne, moc, i na przepychy
Zdają się ros niebieskich; niech wzbiją się hoże,Proste — od ludzkich wolne rąk, na wyży cichej.Li Bóg, co nas wzbogacił, zubożyć nas może.
Comments
Loading comments…