Sonety — XXVII

Translated from English by Zofia Reutt-Witkowska

Ty mój, ty mój Najdroższy, coś mię nad pustkowieMielizn ziemskich, gdziem więdła, dźwignął, tchnął wiew inyWiew życia, w mych kędziorów nikłe plątaninyNad czołem, aż wróciłeś aureolę głowie,

Aż błysła, jako widzą Pańscy aniołowie,Pod zbawczym pocałunkiem twym! Drogi, jedyny,Panie mój, coś się do mnie zjawił tej godziny,Gdy świat zniknął; mniemałam, w Bogu się odnowię,

Aż wtem Ciebie znalazłam! I radość w udzieleMam odtąd, sił dostatek. Jak ów, co z siedliskaŚmierci przeszłość ocenia ciężką, w asfodele

Zmierzchowe błądząc, — tak ja, dumy dzisiaj bliska,Świadczę, pomiędzy dobrem a złem stojąc, wieleMiłość, jako Śmierć mocna, zarówno odzyska.

Comments

Loading comments…