Sonety — XXXIII
Translated from English by Zofia Reutt-Witkowska
Tak, imieniem spieszczonem wołaj mię! Niech słuchaSerce dźwięków, na które dzieckiem od zabawyBiegłam, i stos rzucałam kaczeńców złotawy,By spojrzeć wgórę, w lube oczy, skąd otucha
Spływa mi, żem kochana, droga. Dziś, do uchaNie wpada jasnych głosów dźwięk; w Niebios dzierżawyPorwane, zestrojone w harmonji łaskawej,Nie wołają mnie więcej. U trumny — noc głucha,
Gdy ja zwę — Boga — Boga! Niech głos twój się stanieGłosów tych spadkobiercą. Niechaj się rozpocznieKwieciu południa święto — na północnym łanie;
Miłość chwytaj zaranną, choć wokoło mrocznie.Tak, imieniem tem zwij mnie — na twoje wołanieTem samem ci odpowiem sercem, i niezwłocznie.
Comments
Loading comments…