Sonety — XXXVII

Translated from English by Zofia Reutt-Witkowska

Przebacz, przebacz, Najdroższy, gdy moja dziś duszaZ całej boskości, która tobie przynależy,Czyni obraz, jakoby na piaszczystej ścieży —Lada wicher go zwiewa i w szczęty rozkrusza.

Odległych to lat moich sprawiła katusza,Mocą twą niezwalczona, co, gdy raz uderzy,Łamie zło; myśl ma grąży się w mrok — z za rubieżyLęku, zwątpień wstał falą, aż ciemność mię zmusza

Rysów twoich czystości odbiec, i wyginaW spaczoną podobiznę — miłość, w cześć bogatą.W port cichy bóg rozbitka przyjął, poganina:

Ten mu wdzięcznej pamięci pomnik stawi za to —Rzeźbionego, o skrzelach rozwartych, delfinaZ drżącą płetwą umieszcza za świątyni kratą.

Comments

Loading comments…