Kościelisko (Faleński, 1871)

Wchodzimy, i gromem stajemy rażeni,Nie wiedząc: czy zostać? czy wrócić? czy iść?Tam, w smugu ruchomym grającéj zieleni,Przeléwa się niebo, obłoczkami pieni,I szumi, jak wiatrem kołysany liść.

Idziemy, i w ziemię wrastamy jak niemi,Świat będzie dopiéro? czy jest? czy już był?W głąb — w lewo i w prawo — w powietrzu, po ziemi,Wysiewa się słońce posiewy złotemi,I w szklistych tumanów roztrwania się pył.

Idziemy, i oto znów znagła krok śmiałyDo miejsca ziębiący przykuwa nam strach.Tam lasy lecące — w powietrzu zostały!Tam stérczą niesione na obłokach skały!I cisza coś mówi do siebie, jak w snach.

Więc idziesz, i duszę twą nurzasz zawzięcieW ten rajskich ogrodów zachwycenia chrzest.Toż mięszka tu chyba wszech rzeczy poczęcie?Toż się tu wytwarza w czarownym zamęcie,Co było lub będzie — lecz nie to co jest?

W tę tkankę srebrzystą by wzrok utkwić zbliskaO! jakichże zaklęć, jakich wzywać łask?Świat buja ci w oczach jak senna kołyska,Majaczeje, świta, mierzchnie lub przebłyska,Niby w mgłach przedwiecznéj szczęśliwości brzask.

Dzień cały, w téj głębi, to od niéj, to do niéj,Powietrza otchłanią płynie dźwięków prąd.W pośród duszę dreszczem przejmujących woni,Coś wzdycha, coś szepcze, coś wabi, coś dzwoni,Nie wiedzieć gdzie? kiedy? ni dokąd? ni zkąd?

Więc pewnie, gdy noc już świat makiem posiała,Gdy dźwiga się miesiąc obtopiony mgłą,Wśród mchów tu gromadka tańczy rozszalałaDziwożon, przez których przezroczyste ciała,Gdzieś w zmroku, gdzieś w czarnym, blade gwiazdy drżą.

W tych tajemnic głębiach wzrok rozkosznie mierzchnie,Ich błyskiem rażony gdzieś aż w duszy rdzeń.Lecz biada, gdy z srebrnej mgły, przez tkanki zwierzchnieW brzask zorzy spójrzawszy, świat się ten rozpierzchnieWśród odpływających czarodziejskich brzmień

Ach! nie; czyż na chwilę tylko tu rozpiętoZachwytu namiotem niebios jasnych zrąb?Czyż tylko błysk jeden trwać ma wiosny święto?Czyż wszystko to z nagła, mocą słów zaklętą,Przewionie, stopnieje, lub gdzieś wsiąknie wgłąb?

Toż nim się w mych oczach spełni ta przemianaKu wiecznej tęsknocie mojej — niech choć wiemO! wdzięczna stolico majowego rana:Czyś ty wymodlona, czyś ty przywidziana,Czyś ty złotą jawą, marzeniem czy snem?.

Comments

Loading comments…