Koszysta (Faleński, 1871)

Na szczycie tam, koźlątko małe,Becząc, za matką mknie przez skałę,Lecz w skoku wśród lodowców kry,Gdy brzeg kopytkiem ima,Grudka się małaŚniegu zerwała,I po krawędziW dół milczkiem pędzi...

— Ach! jak się cudnie w słońcu skrzy!Lecz gdzie się téż zatrzyma.

Po drodze coraz mocniej rośnie —Aż kędy sarnę, tam, przy sośnie,Goniący wilk jak szatan złyPożérał już oczyma,Śniegu go bryłaW krąg obskoczyła,I tuż przy sarnieZ sobą zagarnie...— Ach! jak się cudnie w słońcu skrzy!Lecz gdzie się też zatrzyma?

Wzbiera w skruszone urwisk szczyty...Stał szałas z tęgich bierwion zbity —Ni deszcze zmogły go ni mgły,Wichry, ni sroga zima.Teraz się otoZręby mu gniotą,Chrupnęły ściany,I padł strzaskany...— Ach! jak się cudnie w słońcu skrzy!Lecz gdzie się téż zatrzyma?

Coraz tężeje i pęcznieje...Skręciła las, połknęła knieje,W skał się wyrwanych jeży kły,Swym tchem powietrze wzdyma.I co napadnie,Chciwie a zdradnie,W ziejącém łonie,Natychmiast chłonie...— Ach! jak się cudnie w słońcu skrzy!Lecz gdzie się téż zatrzyma?

Próżno kapliczka w gaj się chroni!Próżno mogiłek rój w koło niéjBronią od złego krzyże trzy!Straszliwa garść olbrzyma,Łupu nie syta,W szpony je chwyta,I z sobą grzmiącaW otchłanie strąca!...— Ach! jak się cudnie w słońcu skrzy!Lecz gdzie się téż zatrzyma?

O! tam — weselne jadą gody:Z muzyką w pośród drużb pan młody,I w białéj komży z krzyżem ksiądz,

I panna młoda biała...Boże! w téj chwiliTylko co byli —A już ich nie ma?A już ich nie ma!...Lecz się lawina w słońcu skrząc,Tu wreszcie zatrzymała.

Comments

Loading comments…