Pożegnanie (Faleński)

O góry moje! toż was jeszczeOgląda tęschny wzrok niekiedy,Poprzez płynące w blaskach słońcaPajęcze pasma, co po świecieZwiastują już milczące świętoJesiennej odpocznienia ciszy.

I jeszcze ucho moje słyszyOdgłosy waszych brzmień, i jeszczeTajemnic waszych spowiedź świętą,Szemrzącą zcicha tak, jak kiedyPrzelata po mierzchnącym świecieArchanioł, pańskich sług obrońca.

Jam was oglądał w chwale słońca,W błyskawic grozie, w sennej ciszy,W nadprzyrodzonych zjawisk świecie,Zdala i zblizka, kiedy jeszczeBrzmiał w was radości hymn, i kiedyZdobiło was dziękczynne święto.

Dziś młodość wasza jest mi wziętą —Jak niegdyś, przed obliczem słońca,Wygnańcom raju skarb ich, kiedy,W zdrętwiałej boską grozą ciszy,

Mniemali być w tym samym jeszcze,A już na innym byli świecie.

Dziś mi już zwolna w mgłach mierzchniecie —Jako więc, w zmroku chwilę świętą,Światłości błędne, gdy się jeszcze,W obłoki wzięty, w stronie słońca,Dokończą Pański dzień wśród ciszy,Po trudach całodziennej biedy.

O! żegnam was! I jeśli kiedy,Gdzieś na szerokim błądząc świecie,Wspomnieniem waszem, w nocnej ciszy,Gwiazd mię opłynie wieszcze święto —Niech, jako wiatr od brzasku słońca,Mam zachwycenia rzeźwe dreszcze.

O! czyż cię jeszcze, tęschny świecie,Ujrzę ja kiedy, w wiosny święto,Wśród blasków słońca, w sennej ciszy?

Comments

Loading comments…