W Jaszczurówce

Mrówka nikczemna! któż dba o jéj życie?Raz, gdym w szumiących dumał drzew zachwycie,Patrzę — a oto z kwiatu gdzieś kielichaW prąd strugi wpadła ta istotka licha.Myślała pewnie że już po niéj będzie...Jam ją ździebełkiem słomki wstrzymał w pędzie,I to jéj biedne życie sercem całemUratowałem.

Więc czyliż dziwno tobie: że wzajemnie,Kiedy w złéj chwili, zdala raz odemnie,W odmętach które nawałnica zmąca,Bezsilna, trwożna, bezprzytomna, drżąca,Rozpacznie walcząc — już sennemi błyskiMniemałaś w duszy kres oglądać bliski —Z nieba mi ciebie dłoń Anielska białaUratowała.

Bog przecież, wśród téj ciężkiéj naszéj doli,Nie tylko tem co niepokoi, boli,Lecz i uczynkiem dobrym kusi człeka.Wieczny jest, więc ma czasu dość, i czeka.Biada! kto w darze wziąwszy zmysły ducha,Patrzy nie widząc, i nie słysząc słucha.Szczęśliwy, kogo błyski Pańskiéj ChwałyUratowały. —

Comments

Loading comments…