W niepogodę
Świat owionęła mgła blada,Trzy dni już w górach dészcz pada!
Potok śpieszący z daleka,Groźnie sie wzdymać zaczyna.— Tam w dali któż to narzeka?— Jakaś dziewczyna.
Dziś jéj owieczkę na łącePorwały prądy szumiące...Jak śniegi gór była biała,Z rąk trawkę brać przybiegała.Och! takiéj drugiéj, za złotoDoprawdy już nie znajdziecie!Miała ją jedną na świecie,Bowiem jest sama sierotą.
— Dziewczyno o moja młoda!Toż jest niemałą twa szkoda.Są ludzie, co tracą krocieZ pociech wyzuci —Lecz Bóg, co weźmie sierocie,Sierocie zwróci. —
Świat owionęła mgła blada,Trzy dni już w górach dészcz pada!
Potok szponami swej faliCo znajdzie, drapieżnie chwyta.— Tam znowu któż się to żali?— Jakaś kobiéta.
Płótna bielące się zwojePotok jéj porwał jak swoje.Sarna je tkała od ręki,Z nitki tak równéj! tak cienkiéj!Na świecie ręce och! czyjeUtkają płótno podobne?Wdowa jest, dzieci ma drobne,I z pracy rąk tylko żyje.
— Toż ci kobieto, niemałaSzkoda, jak widzę, się stała.Lecz niebu modli się szczerzeRąk twoich praca.I Bóg co wdowie zabierze,Jéj dzieciom zwraca.
Świat owionęła mgła blada,Trzy dni już w górach deszcz pada!
Potok w szalonéj powodziZe zgrzytem brzegi swe zrywa.— Tam znów staruszka zawodziJakaś sędziwa.
Przez parów dążąc z doliny,Syn jéj utonął jedyny,A z nim pociecha jéj cała,I onona sama została.Ta w gaju, jéj to jest chata,Pola kawałek ma spory,Łąkę i pełne obory —Słowem jest bardzo bogata.
— O moja serdeczna matko!Toćże ty biédna, jak rzadko!Czyż ci to mienie jałoweŻalu umniejsza?Tyś nad sierotę i wdowęStokroć biedniejsza.
Comments
Loading comments…