W samotności (Faleński, 1871)

Żądałem dużo!Porwany burzą,Jak Pan, przez czartaNiegdyś obłędy,Patrzę — otwartaZiemia mi wszędyI wzdłuż i wszerz.I jakaś zdradaTak mi powiada:

— Obawy nie miéj,Lecz z darów ziemiDłońmi pełnemiBierz ile chcesz. —

Miałem nie mało!Lecz mi się zdało,Żem jak ci ludzie,Których coś tknęło,By piętrzyć w trudzieBez końca dziełoBabelu wież.I coś mi rzecze:— Słuchaj człowiecze —Od żądzy lichéjW światowe szychyPrzybranej pychyBoże cię strzeż! —

Tęskniłem wiele!...O mój Aniele!Pamiętasz przecie,Jak sam, nikogoNie mając w świecie,Wołałem z trwogą:

— Gdzież spokój? gdzież?A tyś mi słowyWiosny majowéj,Co wonią wzdychaZ lilii kielichaSzepnęła z cicha:— Kochaj i wierz! —

Comments

Loading comments…