Z Liliowej

Podziwu pełen patrzę z uboczy:Jak to Najświętsza w niebie Panienka,Świetlane pasma wpiąwszy w krosienka,Szmatkami przędzy blask słońca mroczy.

Jeden z nich, srebrem rażący oczy,Jak bywa gaza skrzydełek cienka,Żeglującego kształt ma czółenka,I lot w powietrze wzbił tak uroczy!...

Od blasku chwilę wzrok mi się zmruży —I oto niby duch mój, w téj sieciSnem oplatany, uwiązł — i leci..

Przepłynął jeden świat — drugi — trzeci —Czwarty... — Och! byle już jak najdłużéjNazad nie wracać mógł z téj podróży! —

Comments

Loading comments…