Grzech (Przysiecki, 1921)
Gdy w mieście się ściemnia, ty stajesz na strażyBaśni błyszczących wśród pustych mrócz...Tysiąc masz gestów i tysiąc masz twarzyI tysiąc przelotnie błyszczących ócz.
O, zapal marzenia i serca obłąkajKrążących za tobą po brukach rzesz.Po domach znikaj, w zaułki wsiąkaj,I nago, gorąco po nocach grzesz!
Niech serca wstrzymuje, niech myśl niepokoiTwój spiski knujący wśród szeptów grzech,I krzyk, jak błysk noża, z twych ciemnych pokoiI krótki w łoskotach poczęty śmiech.
A zanim po miastach nazawsze zbłąkaniDobiją do ciemnej dali twych łask,U nędznych hoteli, u twoich przystani,Lamp brudnych przewodni nie zgaśnie blask.
Z twych podrzuconych tutaj klejnotów,Jarzy się mocą mamiących lśnieńCzar wyłudzony młodzieńczych wzlotów,Skradziony sekret odkrywczych śnień.
O, zabierz im sny te! O, wydrzyj i popal,Aż tryśnie rozkosznie gorąca krew,Aż z ciszy dzwoniącej smutny, jak opal,W ciemnościach rozebrzmi twój dziwny śpiew.
W nim żal po wszystkiem łzami oddycha,A oczom się jawi kojący brzeg,Jak kołysanka rzewna i cicha,Gdy prósząc, na szybach sepleni śnieg...
Comments
Loading comments…