Bocian i liszka
Jak to druh dobry do swojej drużyny,Bocian do Liszki przyszedł w nawiedziny.A że to jeszcze było dobrze zrana,zaprosi Liszka grzecznego Bociana,aby na dowód swej łaskilekkie śniadanie raczył zjeść pospołu;postawi przed nim rzadkiego rosołupółmisek płaski.
Gość imie grążyć swoim długim dziobem,ale nie takim on jada sposobem,jak tu częstują: próżno tylko depce,tymczasem wszystko sama imość złepce.Figiel ten skromnie zagodzi;podziękowawszy za cześć, odchodzi.
W kilka dni potem napotyka Liszkę:prosi na obiad wdzięczną towarzyszkę.»I owszem« — rzecze mu ona —»chętnie z mojemi jadam przyjacioły«.Jak się godzina zbliży naznaczona,posunie krok swój wesoły.
Chwali Bociana; cieszy się, że zdrowy;a węchem czuje, że obiad gotowy.Dobry nad wszystko apetyt porywa,a na tym Liszce, słyszałem, nie zbywa.
Stawi gospodarz przed tą kortezankągąsior wysoki z siekanką.Sam tedy naprzód, jako wyga stary,do wązkiej szyi szyję długą ścibi, —lecz mordka Liszki była inszej miary:co się pokwapi, to chybi.Gdy wkoło skacze, i liże, i skrobie,długonos wszystko tymczasem wyzobie.Za taką ucztą dla się niewygodnąLiszka nawzajem dobrze była głodną,więc zawstydzona do domu pokłuszy,zwinąwszy ogon i spuściwszy uszy!Tu Bocian: »Umie żartować kochanka!a co lepszego: rosół czy siekanka«?
Comments
Loading comments…