Matka obywatelka (Kniaźnin, 1919)
Śpij, moje złoto! — śpiewała,Kołysząc matka swe dziecię —Śpij, moja nadziejo cała,Moje ty życie!
Usnęło; słabe niebożęDosyć się, dosyć spłakało;Po płaczu lepiej też możeBędzie mi spało!
Dziecię! O, wieleż to biedyMatczyna znieść musi głowa,Nim się pociecha jej kiedyZ ciebie wychowa!
Wieleż ja z czasem odbioręMiłej mi za to wdzięczności,Gdy z ciebie uznam podporęMojej starości;
Gdy więc i sercem i głowąNie dasz prodkować nikomu,Przydając coraz cześć nowąDla twego domu;
Gdy się kraj cały zdumiewaćNad każdym twej cnoty czynem,A sława będzie mi śpiewać,Żeś moim synem!
Któż wie, co jeszcze być może?...Ach! sztylet serce przenika,Poczwara jakaś (o Boże!)Staje mi dzika:
Może to nikczemnik jaki,Co ma swe imię znieważyćLub na postępek wszelakiNiecnoty zażyć?
Wstydu on mego przyczyna,A może i śmierci jeszcze,Gdy ujrzę niewdzięcznym syna,Którego pieszczę?
Ojczyzny zdrajca i zbrodzień,Może krew braci rozleje?Ach! serca mego niegodzien!Cała truchleję!...
Tażby nagroda i ta miPociecha z ciebie być miała?...— Rzekła i oczy swe łzamiGorzko zalała. —
(Około 1780 r.)
Comments
Loading comments…