Rada zwierząt (1915)

Złe, które wszędy trwogę rozpościera,złe, które niebo w swym gniewie wywierana karę ziemi, za zbrodnie przeklętej,powietrze (gdyż je potrzeba wymienić),gotowe we dniu cały świat wyplenić,walczyć zaczęło z Zwierzęty.

Nie wszystkieć, prawda, umierały: alezaraza wszystkich zesłabiła, wcalenie widać było, by który

pokarmu dla się szukał lub napicia:każdy z nich chory, smutny i ponuryczekał na koniec mdlejącego życia.Liszki do kaczek już się nie skradały,wilk się nie czaił na niewinne cielę,synogarlice z krzaków pozmykały,zniknęła miłość, zniknęło wesele!

Lew zatem, zwierzęcego król udzielny państwa,uczynił walną radę z swojego poddaństwa:»O moi — rzecze — mili przyjaciele!Czujemy złe powszechne: i wątpić nie trzeba,że to za nasze winy jest z wyroku nieba.Kto tu z nas najwinniejszy, niechaj na ofiarępójdzie gniewu boskiego: może srogą karęubłagamy tym czynem, może (kto zaprzeczy?)jednego zguba skazę powszechną uleczy...Dzieje stare nas uczą, że w takowej mierzeza niewinnych szło jedno najwinniejsze zwierzę.Nie pochlebujmy sobie, a bez pobłażeniachciejmy ściśle uważyć stan swego sumienia.Co się więc tycze naprzód mnie samego,wyznaję, iżem dość poczynił złego.Nieraz bez prawa żadnego napadłemna cudze stada i sąsiedzkie sioła.Bydląt niewinnych tysiące pojadłem:cóż mi te, proszę, zrobiły? Nic zgoła.Nawet zjadałem (jeśli wyznać szczerze)pasterze...Jeżeli tedy ze mnie jest potrzeba,pójdę sam za was na ofiarę nieba!Lecz sądzę, by rzetelnie, jakom ja uczynił,każdy z was równym siebie sposobem obwinił.Podług bowiem słuszności życzyć nam należy,

by zginął najwinniejszy. »Tu lis wybieżyna środek koła: »Miłościwy Panie!szkrupuł ci — rzecze — podał to wyznanie.I cóż to za grzech, uważcie zwierzęta,jeść niewolnicze i głupie bydlęta?I owszem, dla nich honor czynisz, panie!jeźlić się które za pokarm dostanie.Co zaś pasterze, o! ci wszyscy warci,by żywcem byli ze skóry obdarci!Są to tyrani, co w srogiej zniewadzechcą mieć nad nami himeryczną władzę«.To lis wymówił, a podchlebce milizgodnie toż samo stwierdzili.Nie chciano zatem zbytnio przetrząsać i innychpotężniejszych matedor, choć najbardziej winnych,ni zajadłość lamparta, ni tygrysa zbrodnie,wzgląd miano na każdego, kto broił swobodnie.Zgoła wszystkie zwierzęta, lubo grzeszne były,za mniej winnych, za świętych jednak się sądziły.Nareszcie osieł w podobnym sposobiezaczyna spowiedź: »Przypominam sobie,iżem raz, rzecze, o wieczornej chwiliszedł po święconej Kamaldułów łące.Głód wielki, pochop i ziółka pachnące,czyli też, myślę, dyabli mnie skusili,że garstkę trawy zerwałem.Źlem to uczynił, bo prawa nie miałem«.»Łotr i złoczyńca!« — wszyscy krzyknęli.Wilk na trzy części kazanie podzieli,że winien osieł pójść na ofiarę.Cały go naród lżył i przeklinał,że na nich ściągnął tak srogą karę.Jeść cudzą trawę: co za kryminał!

Zatem na osła padnie wyrok śmierci:»żywcem roztargać na ćwierci«.

Comments

Loading comments…