Krakusy (Kowalski, 1865)

Co za śmiałość, co za siła,Zazdrość widzieć tych wiarusów;Gdybym chłopcem się rodziła,Tobym poszła do Krakusów:Bo to chłopcy choć malować,Bo to usta choć całować.

Takbym biegła na koniku,I szabelką wywijała;Bom z żołnierzy, co bez liku,Nad Krakusów nie widziała,Widząc szereg ich ochoczy,Mało dusza nie wyskoczy.

Ja się kocham w tych Krakusach,Choć Antolka mi zabraliI pobiegli na biegusach,Tam na wojnę na Moskali!Niech go biorą, niechaj biegną.Szkoda tylko jak polegną.

BoKrakusyBo Krakusy są bez trwogi,I walecznie i ochoczo

Z dzielnym wodzem, na swe wrogiZa Ojczyznę w ogień wskoczą —Ale oni wrogów skrócą,I pobiją i powrócą.

Skruszy się ich złość wzgardzona,O Krakusów hufiec bratni.I Ojczyzna — nie, nie skona,Aż gdy padnie z nich ostatni.Niech mój Antek męztwem pała,Jeźli chce, bym go kochała.

Jeśli wróci, tom szczęśliwa:Zginie, płakać będę skrycie;Lecz mnie radość przejmie żywa,Że Ojczyźnie dał swe życie.Lecz gdy hańbą się okryje,To go nie chcę póki żyję.

Comments

Loading comments…