Donna Clara

Translated by Aleksander Kraushar

Nocną porą, po ogrodzie,Błądzą stopy Donny Clary...Z wieżyc zaniku słychać śpiewy,Grzmią bębenki i fanfary.

„Już mnie nudzą gry i pląsy,Nudzą szumne pochlebstw rojeI rycerze co w swych rymachSławią lica, oczy moje...

„Wszystko już straciło urokOd téj chwili — gdym w gwiazd blaskuRaz spotkała wzrok rycerza...Był jak święty na obrazku!

„Wiotki, rosły, blady w licach,Wzrok niebiosa dumnie mierzymierzy.Co za zapał, ogień jaki!Jak przy mieczu święty Jerzy!

Tak dumała Donna ClaraStojąc wsparta u kolumny,Lecz gdy oczy wzniosła w góręStanął przed nią rycerz dumny...

I po chwili spletli dłonie,W piersiach ich miłości burze,Ale zefir głaszcze licaI szept cichy szlą im róże...

Ciche szepty szlą im różeI kochanków wzrok się żarzy...„Ale powiedz mi o lubaZkąd rumieniec na twéj twarzy?

— „To komary mi dogryzłyA komary podczas lata —Są mi tak nieznośnie wstrętneJakby żydów ćma brodata...

— „Ach daj pokój ćmom i żydom!Rzecze rycerz z lekkim śmiechem —Patrz jak z drzewa listek spada,Za dalekiém dążąc echem...

„Wszędzie wonie róż, granatów,Wszędzie mirty woń rozlana...Ale powiedz mi o lubaCzyś ty szczerze mi oddana?

— „Ja cię kochani mój najmilszy!Na Chrystusa klnę się szczerzeCo Go żydzi umęczyli...Ci złoczyńcy, ci szalbierze!

— „Ach daj pokój klątwom, żydom!Rzecze rycerz mrużąc oczy...Patrz jak w dali tęsknią liljeWśród srebrzystéj mgły obłoczy!

„Tęsknią lilje mgłą owiane,Blaski płyną w gwiazd eterze...Ale powiedz mi o lubaCzyś przysięgła tylko szczerze?

— „Niema fałszu w słowach moich,Ni fałszywéj niema głoski...Tak jak w krwi méj niema kropliMaurów krwi, lub krwi — żydowskiéj!

— „Ach daj pokój Maurom, Żydom!Mówi rycerz coraz gładziéj...I do cichéj róż altankiDonnę Clarę już prowadzi...

Tam ją słowa, zmysły, pieśni,W sieć miłośćimiłości usidliłyI, po chwili, już na wiekiDwa się serca skojarzyły...

A w oddali śpiew słowikówGłuszy wszystkich ptasząt wrzawyI robaczki ogniem lśniąceMigotają w pośród trawy...

A w altance coraz ciszéj...Słychać tylko szmer granatów,Ciche szepty lilji z różąI westchnienia polnych kwiatów...

Wtém wśród błysku sztucznych ogniZ wieżyc zamku pieśń zabrzmiała...Donna Clara w pół marzącaZ lubych objęć się wyrwała.

— „Słuchaj luby! Czas się rozstać...Ale przedtém proszę kornieWyjaw mi nazwisko swoje,Któreś taił tak upornie!“

A ów rycerz z wdzięcznym śmiechem,Znów całuje tysiąc razyW ręce, w usta, swoją Donnę,W końcu mówi te wyrazy:

— „Ja sennora, twój najmilszyCo cię kochać się ośmiela:Jestem — rodem z SaragossySynem rabbi Izraela!“

Comments

Loading comments…