Feniks (Heine, 1874)

Translated by Władysław Bełza

FENIKS.(Z HEINEGO.)

Od zachodu ptaszę leci,Ku wschodowi szybkim lotem,Tam gdzie świat się wiecznie kwieci,Gdzie się w słońcu kąpie złotem.Kędy palma nad strumieniem,Nad krysztalnym, cień rozwiewa,Gdzie zefirek lekkiem tchnieniem,Igra z bladych gwiazd promieniem,Zawisł, i tak śpiewa:

„Ona go kocha! — ptaszyna głosi —I w sercu swojem, w serduszku małem,Bezwiednie obraz jego wciąż nosi,Bo on jej szczęściem, ach! szczęściem całem!On w marach sennych przed jej oczamiZjawia się zawsze, a ona dłonieCałuje jego, i zrasza łzami —A imię jego w ustach jej płonie!I z tem imieniem, w pół rozmarzona,Skłania swą główkę na sen uroczy;Z niem się przebudza, a przelękniona,Przeciera jasne, przecudne oczy!I nie przestaje nucić ptaszyna:Ona go kocha! śliczna dziewczyna!”

Na pokładzie okrętu, o maszt wsparłszy głowę,Nie mogłem się nasłuchać tych słów czarujących;Przedemną wrzały fale ciemno lazurowe,Jak tabun dzikich koni, srebrną grzywą lśniących!

Do łabędzi podobne przed oczyma memi,Snuły się cicho statki z żaglami śnieżnemi;Statki Holendrów, panów północnego morza —Nademną słońce siało promieniem swem złotem.I białe chmurki lazur pruły szybkim lotem,I wieczna jaśniała zorza!

A wonna róża kwitnąca płomiennie,W falach się morskich kąpiąca codziennie,Niebo i morze, nawet serce moje,Szeptały zgodnie tych słów tylko dwoje:„Kocha go! — Ona go kocha!”

Comments

Loading comments…