Pan Jodła (Heine, 1911)

Translated by Józef Weyssenhoff

Pobożne dusze, strzeżcie sięW Szatana popaść sidła!O panu Jodle śpiewam pieśń,By wam niecnota zbrzydła.

Wielmożny Jedliniec, rycerz zdrów,Miłosnej żądny uciechy,Na górze Zezylii z duszą grzązłLat siedem w lube grzechy.

„Zazulo, piękna żonko ma,Żegnaj mi, skarbie drogi!

Nie mogę dłużej z tobą żyć,Wezmę już za pas nogi“.

„Jodło, rycerzu zacny mój,Nie dałeś mi dziś całusa —Pocałuj wnet i powiedz skądTa wędrowania pokusa?

„Czy kiedy wysechł tęgi miódW pisanym twoim dzbanie?Czyliś w słodyczy moich ustNie zaznał, co kochanie?“

„Zazulo, piękna żonko ma,Od miodu i weselaDusza ci we mnie chora jest;Trza mi gorzkiego ziela.

„Dosyć mam śmiechu, dosyć gier,Pątnika kosztur chwycęMiast złotogłowiu wezmę wrazPokutną włosienicę“.

„Jodło, rycerzu zacny mójPoczynasz ze mną swary —Przysiągłeś wszak po tysiąckroć,Że mi dochowasz wiary.

„Pójdź! zaśpiewamy tajną pieśńW komory naszej cieniu —Lilje mych ramion, usta z różUlżą twojemu cierpieniu“.

„Zazulo, piękna żonko ma!Twój czar na wiek ostanie,Jak dawniej wielu lgnęło doć,Lgnąć będą znów chrześcijanie.

Lecz że je chciwie ten i ówCałował już przed laty,Lilje twych ramion, usta z różObrzydły mi za katy!

Lilje twych ramion, usta z róż,Przejmują mnie aż ohydą,

Gdy widzę przyszły szereg tych,Co paść się na nich przyjdą“.

„Jodło, rycerzy zacny mój!Tego mi już za wiele.Wolałabym, żebyś mnie zbiłJak jeszcze w zeszłą niedzielę.

„Wolałabym, żebyś mnie zbił,Niewdzięczny chrześcijaninie,Niż tę obelgę zimnych słów,Za to, co dla cię czynię.

„Za miłość mą, za tyle łaskTaką mam dziś zapłatę?Bądź zdrów — i możesz sobie iść —Sama otwieram ci kratę“.

I dzwon i śpiew ze świętych bramRozlega się w Rzymie, w Rzymie,Procesyę wiedzie Papież sam,A Urban mu na imię.

Wspaniale stąpa Boży mążW potrójnej, złotej tyarze,Purpury jego niosą krajNajwyżsi dygnitarze.

„Urbanie, ojcze święty, stój —Nie dam postąpić ci kroku,Zanim spowiedzi zbędę mej —Ratuj od piekieł uroku!“

I wszerz i wstecz odstąpi lud.Zamilkną zbożne pienia —

Kto pielgrzym ten, co tarza w prochTwarz dziką od cierpienia?

„Urbanie, ojcze święty mój,Rozwiązań moc ci dana —Ach wybaw mnie z piekielnych mąkI z właści złej Szatana!

„Rycerzem Jodłą zowią mnie;Miłosnej żądny uciechy,Na górze Zezylii z duszą-m grzązłLat siedem w lube grzechy.

„Zezylia gładka pani jest,Figlarna i pieściwa;Jak słońca blask i kwiatów wońJej głos tak słodki bywa.

„Jak motyl, gdy chce miody pićZ wiosennych kwiatów kruży,Tak dusza moja dąży wciążDo ust jej słodkiej róży.

Jej zacne liczko pełne krasW warkoczy czarnej klamrze,A spojrzą na cię oczy-skry,Aż dech ci w piersi zamrze.

Gdy spojrzą na cię oczy-skry,To jakby cię okował;Jam tylko z wielką biedą razZ tej góry się salwował.

Salwował ja ci się z tych gór,Lecz gończym za mną lotemŚciga mnie lubej pani wzrokI woła: śpiesz z powrotem!

Upiorem marnym błądzę w dzień,A życiem tylko mi noce;O pięknej żonie wtedy śnię:Przysiada się do mnie, chichoce,

Chichoce na szczęście, ochotę i szał!Ząbkami tak białemi!

Kiedy przypomnę ten jej śmiech,Źle mi i pusto na ziemi.

Miłuję bo ją z całych sił,Nic miłowania nie strzyma!To niby potok z górnych skał,Ustanku dlań już niéma.

Z kamienia na kamień leci w głąb,W przepaści tonie i w pianie,I żeby stokroć skręcił kark,W impecie nie ustanie.

Gdybym tych niebios panem był,Jej-bym i słońca krąg złotyJej-bym i księżyc słał do stópI wszystkie gwiazd klejnoty.

Miłują bo ją z całych sił,Płomieniem, który mnie chłonie — —Czyli to żer piekielny już,Czy wiecznych ogni tonie?

Urbanie, ojcze święty mój,Rozwiązań moc ci dana —Ach wybaw mnie z piekielnych mąkI z właści złej Szatana!“

Żałośnie Papież ręce wzniósł,Żałośnie bardzo biada:„Jodło! nieszczęsny z ciebie człek!Na urok trudna rada.

Ten czart, co się Zezylią zwie,A Venus u Auzonów,To mocny czart — nie wyrwę cięZ różowych jego szponów.

Twej duszy ceną płacić maszPragnienia żądz wszeteczne —Przeklętyś jest, skazanyś jestNa piekieł męki wieczne“.

Pan Jodła wędruje tak szybko, aż mknie,Piechotą, nie w złotej karocy —Na górę Zezylii z powrotem się wspiąłTak jakoś około północy.

A pani Zezylia zbudzona ze snuZ łożnicy wyskoczy uprzejmie,Białemi ramiony za szyję co tchuRycerza miłego obejmie.

Pan Jodła cicho do łoża szedł,Zdziewając szmaty odzieży,Zezylia poszła do kuchni wnetZakrzątać się koło wieczerzy.

Daje polewkę, daje mu chleb,Karmi go, poi do syta.

Zwikłany mu zczesuje włosI słodko tak go pyta:

„Jodło, rycerzu miły mój,Bardzoś mi długo nie wracał —Gdzie też to bywał mój pan mąż?W jakich się krajach obracał?“

„Zazulo, piękna żonko ma,Byłem pomiędzy Auzony —Wypadła drogi mi na RzymI śpiesznie wróciłem w te strony.

Na siedmiu wzgórzach stoi Rzym,Tyber tamtędy się kręci;Papieża-m w Rzymie widział też —Poleca się twej pamięci“.

Comments

Loading comments…