Excelsior (Longfellow, tłum. Asnyk, 1898)

Translated by Adam Asnyk

Szybko zapadał wieczorny mrok;Alpejskiem siołem przez górski stokSzedł młodzian, niosąc w śniegu i lodzieSztandar z tem dziwnem godłem na przodzie:Excelsior!

Czoło miał smutne, ale z pod brwi,Jakby miecz z pochwy, oko mu lśni;Jak srebrnej fletni głos kryształowy,Dźwięczy ton jego nieznanej mowy:Excelsior!

Widzi on światła szczęśliwych chat,Jasny i ciepły domowy świat;Nad nim lodowców groźne widziadła —Więc smutna skarga z ust się wykradła:Excelsior!

„Nie próbuj szczęścia!” — rzekł starzec doń —„Burza nad głową, potoku toń„Wezbranym nurtem huczy w parowie!”Na to donośny głos ten odpowie:Excelsior!

„Stój — rzekło dziewczę — zmęczoną już„Na mojej piersi głowę twą złóż!”Łza w modrem oku błysła promieniem;Lecz odpowiedział tylko westchnieniem:Excelsior!

„Strzeż się gałęzi, idąc przez bór,„Strzeż się lawiny lecącej z gór!”Tym go wieśniacy słowem żegnali...A głos im odparł na górze w dali:Excelsior!

O świcie, kiedy niebieska strażUczniów Bernarda chyląc swą twarz,Zanosi w niebo modły gorące,Ten okrzyk przedarł powietrze drżące:Excelsior!

Wędrowca wierny odnalazł pies:On w śnieżnej zaspie znalazł swój kres;Lecz trzyma jeszcze w ręku skostniałemTen sztandar z godłem dziwnem a śmiałem:Excelsior!

Tam w szarem świetle porannych zórz,Martwy, lecz piękny spoczywa już,A z toni niebios pogodą tchnącej,Głos nakształt gwiazdy mknie spadającej:Excelsior!

Comments

Loading comments…