O zmroku (Longfellow)
Translated by Antoni Lange
Po dniu promiennym nadeszły mroki,Padając z skrzydeł nocy głębokiej,Tak jak padają pióra po piórachZe skrzydeł orła, co płynie w chmurach.
Widzę światełka we wsi poblizkiejSkroś mgieł tumany, dżdżu wodotryski:Dziwny mi smutek ogarnia duszę,Któremu, nie chcąc, poddać się muszę.
Dziwny półsmutek — i półtęsknota:W tym smutku milknie boleść żywota,A tak cierpieniu bywa pokrewny,Jako deszczowi tuman powiewny.
Pójdź mię kołysać łagodną nutą,Czytaj mi piosnkę z serca wysnutą:Co moje wszystkie smutki ukoiI wygna troski precz z duszy mojej.
Nie czytaj piewców tych starożytnych,Ani tych bardów, jak gromy szczytnych,A których echo brzmi nam zdalekaZ pod nieśmiertelnych stuleci wieka.
Skromnego czytaj mi dziś pieśniarza,Którego pieśń się w sercu rozżarza,Jak łza w źrenicy — albo ulewaW letnich obłokach; który wciąż śpiewa;
Który, pomimo trudy codzienne,Pomimo noce swe bezpromienne,Słyszy w swej pieśni — wieczyste dźwiękiCudnej melodyi, cudnej piosenki.
Ach, takie pieśni dają nam ciszęOd trosk, którymi żywot nasz dysze:Błogosławieństwo niosą nam rzewne,Niby gorące łzy modlitewne.
A potem weźmiesz księgę wybraną:Czytaj mi piosnkę swą ukochaną,I — niby zapach — w rymy poetyWlej czarodziejstwo głosu kobiety.
Zadrży noc, pełna muzyki boskiej:I dzień czerniące żale i troski,Jak arabowie namioty zwinąI tak jak oni, milcząc, odpłyną.
Comments
Loading comments…