Wiejski kowal (Longfellow, 1898)
Translated by Adam Asnyk
Pod rozłożystym stoi kasztanemKuźnia wśród wiejskiej ustroni;Silny, barczysty kowal w niej panemO grubej, żylastej dłoni,A jego ramion mięśnie stalowePotrafią złamać podkowę.
Włos kędzierzawy, czarny i długi,Twarz jego jak dębu kora;Po czole potu spływają strugiOd rana aż do wieczora:Lecz patrzy dumnie z swojego domu,Gdyż nic nie winien nikomu.
Przez cały tydzień z pod jego strzechySłychać gwar dziennej roboty,Słychać sapiące powietrzem miechyI spadające w takt młoty,Które tak dźwięczą czysto i śmieleJak dzwony w blizkim kościele.
Powracająca dziatwa ze szkołyPrzez drzwi zagląda z rozkoszą...Bawi ją widok ognia wesołyI miechów, co się podnoszą,I pryskających na wszystkie stronyIskier ze sztaby czerwonéj.
W niedzielę za to, w skupieniu duchaCzeladce on towarzyszy,Świątecznych modłów i kazań słucha...A kiedy śpiewy posłyszy,Głos córki w świętem poznając pieniu,W głębokim duma wzruszeniu.
Tensam, co matka, głos ma dziewczyna;Lecz matka śpiewa u Boga...Więc z rozrzewnieniem o tej wspomina,Co jeszcze w grobie mu droga —I szorstką dłonią ociera oczy,Skąd łza po twarzy się toczy.
Tak w trudzie, smutku, cichem weselu,Przez życie idzie swym torem;Rano — zadanie świeże na celu,A koniec pracy — wieczorem;I co dzień świeże zbierając żniwoNa noc zarabia szczęśliwą.
O, przyjacielu, przyjm dziękczynieniaZa tę naukę nam daną:Tak w kuźni życia pośród płomieniaDo pracy wstawać trza ranoI każdy zamiar, każdy czyn potemPod twardym urabiać młotem.
Comments
Loading comments…