Oda I, 17 (Horacy, tłum. Siemieński, 1916)

Translated from Latin by Lucjan Siemieński

W luby Lukretyl z licejskiego wzgórzaLekki Faun rad się przenosi —

Dla moich kózek najlepsza to stróżaCzy słońce pali, deszcz rosi.

Bo gdy rozpierzchła trzódka w las pomykaZa dzięcieliną i głogiem,Capem cuchnąca samka choć spotykaWilka, nie zadrży przed wrogiem.

Ani przed żmiją zieloną — jeżeliÓw Bożek zadmie w piszczałki,A brzmią doliny echem tej kapeliI gładkie Ustyku skałki.

Przybądź Tyndaro! Bogowie są ze mną,Bym mój i modły im płużą;Róg obfitości w ustroń tę przyjemnąWysypie plonów ci dużo.

W samotnym jarze nie dojmą upałyNucącej przy tejskiej lirce:Jak równocześnie w jednym się kochałyI Penelopa i Cyrce.

Gdy lekki Lezbik w czasze będziem leli,Nie bój się — nie pójdą w czuby

Mars wojowniczy ze synem Semeli;Ani się lękaj by gruby

Cyrus zazdrosny, do gwałtu ochoczy,Nie wpadł na słabszą od siebieI nie pozrywał wieńców z twych warkoczyI nie zdarł sukienki z ciebie.

Comments

Loading comments…