Oda I, 3 (Horacy, tłum. Siemieński, 1916)
Translated from Latin by Lucjan Siemieński
Niech cię prowadzi Cypru bogini,Świecą Heleny bracia, dwie gwiazdy;Eol, niech wiatry więżąc w jaskiniDmucha Japigiem w ciągu twej jazdy;Okręcie! grzbiet twój drogi skarb bierze,Mego Wirgila zdrowie i głowę;Tam, na attyckie nieś go wybrzeże,Ochraniaj duszy mojej połowę.
Potrójną miedzią pierś miał okutą,Kto się odważył najpierwszy pływaćKruchą, po morskich odmętach szkutą,Do walki sprzeczne z sobą wyzywaćWichry afryckie z wichrem północnym;Kto o Hyady nie pytał wcale,Gardził na Adryi notem wszechmocnymCo jak chce, głaszcze, lub wzdyma fale.
Taki, czy śmierci jakiej się zlęknieJeśli suchemi patrzy oczyma
W potwory morskie, w bałwan gdy pęknieLub w epirockich skalisk olbrzyma?Napróżno Bóg sam w mądrości swojejOceanami lądy przegradza;Bezbożność nasza nic się nie boi,Człowiek po wodach łodziami chadza.
Ród nasz praw bożych nieprzyjacielem;Ile w ślepocie zgwałcił ich, nie wie:Syn Jafetowy chytrym fortelemWynosi z nieba ognia zarzewie.Po tej kradzieży w niebieskich progachSpadły na ziemię złych chorób roje;I śmierć, tak niegdyś leniwa w nogachKonno wyprawia się na rozboje.
Dedal skrzydłami w powietrze rwie się,Choć ludzie pierzem nie porastamy...I tyś do piekieł szedł HerkulesieAcherontowe rozwalać bramy.Śmiertelnikowi wszystko dostępne,Głupstwem do nieba szturmować gotów;Lecz na zapędy takie występne,Jowisz ma dosyć gromów i grzmotów.
Comments
Loading comments…