Oda II, 11 (Horacy, tłum. Siemieński, 1916)

Translated from Latin by Lucjan Siemieński

Co myśli Kantabr lub Scyt boju chciwy?Nie pytaj — od nich morzem my odcięci —Pókiś Hirpinie i zdrowy i żywyDość masz, a resztę oddaj niepamięci.

Młodość uchodząc zostawia za namiBlask swój i urok; a bożków miłości

Odgania od nas wraz z słodkimi snamiWłos bielejący więdnącej starościstarości.

I kwietna wiosna zmienia się co chwilę,Rumiany księżyc nie zawsze twarz jednąNam pokazuje. Czemuż planów tyleTworzyć, i dręczyć swoją duszę biedną?

Usiądźmy raczej pod temi platany,Lub tam w sośninie, i zadzwońmy w czaszeSyryjską nardą maśni, kwiat różanyW siwiznę wplotłszy — użyjmy co nasze.

Ewius rozpędzi kłopoty trujące:Hej chłopcy! żwawo! który tam w poskokuOd ognistego Falernu gorąceKielichy, w tym tu ostudzi potoku?

Kto nam tu zwabi Lydę z jej zakąta?Mów jej: niech lutnię ze słoniowych błonekWeźmie, i włosy na głowie poplątaW piękny warkoczyk na sposób Lakonek.

Comments

Loading comments…