Oda II, 14 (Horacy, tłum. Siemieński, 1916)

Translated from Latin by Lucjan Siemieński

Hej! hej! pierzchliwe Postumie, Postumie,Zbiegają lata; ni modlitw a nasza

Zmarszczków z oblicza odstraszyć nie umie;Starości, ani śmierć nie odstrasza.

Niczem nie zmiękczysz Plutona wyroków,Choćbyś mu trzysta byków bił codziennie,Jak raz Tytyja z Geryonem wziął w okówCzarnego Stygu, tak trzyma niezmiennie.

A my, co ziemskie pożywamy płodyRadzi nie radzi pójdziem kiedyś wszyscyPrzez jego czarne przewozić się wody,Wielcy królowie, pachołkowie nizcy.

Próżno nas stracha Mars srodze wojenny,I unikamy burz Adryatyku;Próżno, gdy powiew pociąga jesiennyChronimy zdrowia od chorób bezliku.

W końcu przyjść musisz nad brzeg czarnej rzekiMknącej leniwo; patrzyć na torturyCór Danausa przeklętych na wieki,I na Syzyfa trud u stoku góry.

Raz się oderwać trzeba — niema rady!Od roli, domu, małżonki nadobnej;

A z drzew, któremiś umaił twe sadyZa tobą pojdzie li cyprys żałobny.

Cekub chowany pod zamkiem tak długo,Mądrzejszy dziedzic wypije, zmitręży, —I po podłodze lać się będzie strugąWino, co warte iść na stół do księży.

Comments

Loading comments…