Oda III, 3 (Horacy, tłum. Siemieński, 1916)

Translated from Latin by Lucjan Siemieński

Mąż sprawiedliwy, przekonaniem tęgi,Nie da się złamać zachciankom zbrodniczymWściekłego gminu; ni wobec potęgiGroźnej tyrana, nie ustąpi w niczem.

Ani go Auster, wzburzający wałyAdryi, zatrwoży, ni piorun ciśniętyZ rąk Zewsa; choćby ziemia na kawałyPękła — na gruzach jeszcze nieugięty.

Tą cnotą Pollux i Herkul wędrownikWzbili się w stropy gwiazdami utkane;Z nimi i August zasiadł współgodownikNektarem usta zakrapiać różane.

Tą cnotą ojciec Bachus się zasłużył,Biorąc tygrysie karki na powrozy —Przez nią Maworsa cugów Kwiryn użyłOd Acherontu uciekając grozy.

Juno się za nim ujęła śród radyBogów, tak mówiąc: »Ilion, Ilion z winyNiewiasty obcej i sędziowskiej zdradyRunął obrócon w gruzy i perzyny.

Za Laomeda, co oszukał BogówW winnej zapłacie, gród ten był przeklęty:Jam go z Minerwą dała pod miecz wrogówWraz z wiarołomnym ludem i książęty.

Przy cudzołożnej Lakonce, zuchwałyGach ów nie świeci — ni dom PryamowyNaszych Achiwów pnących się na wałyRęką Hektora nie strąca na głowy.

Już się skończyły boje, przedłużoneNaszemi swary; i jam już złożyłaGniewy na Marsa i na wnuczę oneCo mu trojańska kapłanka powiła.

Wnukowi temu teraz już pozwolęW pałac jasności wnijść; usty pełnymiPić sok nektaru tutaj w Bogów kole,Jak wybranemu między wybranymi.

Dopóki Troja od Romy odciętaMórz obszarami, a gnieździć się lubiąDzikie, na grobie Pryama zwierzęta,A grób Parysa trzody swojskie skubią,

Dopóty plemię owych rozproszeńcówNiech nad wszystkiemi świata włada trony;Rzym z Kapitolem pełen sławy wieńcówPodbitym Medom niech daje zakony.

Na okół groźny, niech szerzy nazwiskoSwoje po ląd ten, co od EuropyWód go śródziemnych oddarło łożysko,A gdzie Nil co rok wyprawia potopy.

Byle Rzym złoto zostawił nie tknięteJakie ukryła ziemia w wnętrzu swojem!Lepiej niem wzgardzić, niż wszystko co święteGrabić dla siebie bezbożnym rozbojem.

Wtenczas po krańce ziemi ostateczneDotrze orężem i żądzą widzeniaTych stref, gdzie parzą promienie słoneczne,Gdzie mgły, lub deszcze, leją bez wytchnienia.

Ten los im wróżąc, ostrzegam KwirytyBy dobrodusznie w szczęście nie ufali,I przez cześć zbytnią przodków, raz zabityIlion, z gruzów nie odbudowali.

Jeśliby gród ten pomimo wróżb sprzecznychZnowu miał ożyć? to wtóry raz skona;Bo ja nań hufiec powiodę walecznychJa, Jowiszowa siostrzyca i żona.

Choćby i trzykroć Feb murem ze spiżeTroję opasał — trzykroć ją zdobędąMoi Argiwcy i trzykroć w jassyrzeTrojanki mężów swoich płakać będą«.

Lecz stój! dość tego na mą gęśl pustaczą —Muzo! gdzie rwiesz się w zapale? Rzecz ślizkaPodrzeźniać, co tam Bogi mówić raczą —Nie wygra wielkich myśli, nuta nizka.

Comments

Loading comments…