Oda IV, 1 (Horacy, tłum. Siemieński, 1916)

Translated from Latin by Lucjan Siemieński

Wenus po długim rozejmie, na nowoBój wszczyna. Przebacz, o przebacz królowo!Już ja nie taki i krzepki i jary,Jak niegdyś byłem pod berłem Cynary.Przestań, o sroga matko Kupidyna!Temu, co lustr już dziesiąty zaczynaWkładać na kark ten twardy od obróżyMiękkie twe jarzmo. Lepiej ci posłużyJeśli chcesz w żądnem sercu pożar wzniecić,Różowemi łabędźmi do Paula zalecićMaxima. Młodzian krwi dobrej i gładkiDo sztuczek różnych posiada spryt rzadki,

Bronić on umie klienty nieśmiałe,On i sztandarom twoim zjedna chwałę.A gdy z rywala, co szafował złotemZadrwi zwycięsko, toć postawi potemPod stropem cyprów nad brzegiem AlbanoStatuę twoją z marmuru kowaną.Tam cię kadzideł wonny dym otoczy;Flet berecyncki z lirą się zjednoczy,Toż z surmą — twojej czci gwoli, o święta!Tam codzień dwakroć chłopcy i dziewczętaSaliów zwyczajem, o ziemię trzykrotnieBiałemi stopki wytną takt ochotnie.Lecz mnie ni dziewczę, ni chłopiec nie znęci;Już we wzajemność wierzyć nie mam chęci,Ani rej wodzić przy szklance ja skłonny,Ani uwieńczyć mych skroni w kwiat wonny.Lecz czemuż, czemuż, o mój LigurynieŁza jedynaczka po twarzy mi płynie?Czemu, gdy mówię, język się zacina,I wstydny milczę — jakaż to przyczyna?W snach nocnych nieraz twą marę przy łonieTulę; pierzchnącą znów gonię i gonięPo marsowego pola murawniku,To po wód fali — och ty okrutniku!

Comments

Loading comments…