W głuchych mrokach

W głuchych mrokach i zadumie,Z twarzą ciemną i steraną,Ze śmiertelną w sercu raną,Dokąd śpieszychspieszysz ślepców tłumie?Do ołtarzy, do ołtarzyIdziem — nieme bić pokłony.Ród żebraczy, upodlony,Niesiem naszych serc pustotę,Niesiem pełną pierś rozpaczy,Idziem żebrać zmiłowania.Może jakie bóstwo złoteRzuci z łaski kość pod nogi.

Do ołtarzy, do ołtarzyIdziem, nędzy ród żebraczy,Niesiem myśli zżarte grzechem.Jakiś świt nam się majaczy,Jakiś nam się raj przyśniewa,Jakąś pieśnią dal rozbrzmiewa,Słabe dźwięki, słabe echaPrzypomniały dal przeżytą —I to wszystko takie cudze...Ledwie myśl się ruszyć zdołaPod martwego głazem czoła.Jak to wszystko jest dalekie,Jak to wszystko jest nieznaneI pierś nasza taka pusta.

O! przeklęci wy, przeklęci,Wy bluźnicie, jak szatany,Przeciw wszystkim prawdom świata.Wy idziecie bić pokłony,Brudne czoła nurzać w piaski,Wy idziecie żebrać łaski,Nic nie wiedząc o tej mocyUmieszczonej na dnie duszy.Tyle siły i potęgiMieści w sobie ród nędzarzy.Tyle blasków w jednej twarzy,Bezgranicznej mocy siła.Wy jesteście całym światem,Niebem, ziemią, słonecznością,Wy jesteście tą wiecznością,Która nigdy nie zaginie.

Wy jesteście jak świątynie,Które w sobie razem mieszczą —Wszechpotężny miecz zagładyI czarowną lutnię wieszczą.Lecz, by pustych serc gromadyDziś rozbudzić moc pierwotną,Trzeba śpiewać pieśń stokrotną,Nawskroś jasną piorunami.

Comments

Loading comments…