Witajcie (Sawczuk, 1924)

Witajcie chaty, witaj ziemio nasza,Witaj nam ludu siermiężny, kochany.Płyniem ku tobie jako rzesza ptasza,Jak okręt wichrem i burzą targany,

Idziem w dal pustą — w niezmierzone dale,Idziem, gdzie świat ten jest pusty a dumny,Idziem, rozdzierać śmiało mroku fale,Przesądów, fałszu obalić kolumny.Idziem rozedrzeć ciężkie mroków szaty,W ugornych pustkach siać — miłości kwiaty.Z kagańcem w ręku, z uśmiechem na twarzy,I z iskrą w sercu. Idziem do nędzarzyUlżyć boleści, nowe życie tworzyć,Głuche niebiosa idziemy otworzyć.Idziem policzyć krwawe łzy, ofiary,Po sprawiedliwość i gniew, albo kary.

Idziem przed trony wciąż milczących bogów;U tęcz słonecznych, u niebieskich progówPokornie legniem i będziemy błagać,Lub z mieczem w dłoni poczniemy się zmagać.Staniem naprzeciw, jak dwa bogi święte,Jak dwa upiory, jak widma zaklęte,Jako posągi, lub jako dwie góry,Albo się zetrzem jak dwie czarne chmury,I wtedy jeden z pośród nas upadnie,Lecz kto? nikt tego dzisiaj nie odgadnie.Błysną pioruny, ognisty deszcz spłynie,A fala życia będzie naprzód gnała —

I wnet na ziemi fałsz, obłuda, zginie,Prawda jak słońce wciąż będzie jaśniała.— — — — — — —Na skrzydłach naszych lśni barwa niezmienna.Idziem na walkę z potworem ciemnoty.Ze złotych myśli utkamy płaszcz złoty.W pół gorejąca idzie brać... pół senna.

Comments

Loading comments…