Gdy w szczęściu byłem

Gdy w szczęściu byłem,Niepomny żyłem,Że Bóg jest w niebie;Komu świat Bogiem,Swej duszy wrogiem,Sam grób jej grzebie.

Gdy słońce w chmurach,Jak w mglistych górachBłysło w błękicie;Gdy w falach morzaWieczorna zorzaGasła jak życie;

Gdy już dzień ginął,A księżyc płynąłW złotych gwiazd wianku,Noc słała cienia,Jakby marzenia,W życia poranku;

Gdy dzień zaświtał,Jam się nie pytałKto ten dzień stworzył?Kto wskrzesił słońce,I kto tysiąceŚwiatów rozłożył?

Kto pory roku,Kto grom w obłokuTrzyma w swej dłoni,I komu wiekiSzumią jak rzekiWśród czasów toni?

Gdy na okołoGroźno, wesołoŚwiat Boga głosił;Złudną nadzieję,Która więdnieje,W sercum mem nosił!

Dzień po dniu schodził,Nowe sny rodził,Ja za snem gonił;Gdym nie znał Ciebie,Tyś czuwał w niebie,Tyś mnie uchronił.

Tyś duszę wzruszył,Więzy żądz skruszył,Przepaść odsłonił;Anioł miłości

Zatarł ślad złościI łzę uronił.

W duszy się kryjeI wiecznie żyjeTa łza anioła;Miłością płonie,Nic jej w mem łonieStłumić nie zdoła!

Comments

Loading comments…