Grobowiec w puszczy (1896)

Niebo błękitne, księżyc rozogniony,Stóletnie dęby nachylają czoła,Zdaleka głucho słychać cerkwi dzwony,Trąby pasterskie jęknęły dokoła.

Wszystko się modli i ja kończę modły,Na krzyżu wsparty samotny wędrowiec;Lecz nim odejdę, uszczknę gałąź jodły,Świeżemi kwiaty uwieńczę grobowiec.

Grobowca, z gęstej widnego krzewiny,Strzegą olbrzymie, mchem porosłe sosny,A na grobowcu krzyż z twardej cisiny,Barwnemi kwiaty uwieńczony wiosny.

Czyliż i puszczę ożywia westchnienie?Który w wieńce splatał te kwiaty, te kłosy,W które księżyca wplątane promienieDrżą w kroplach czystych, w kroplach łez czy rosy?

Kiedy myśliwy hardy i zuchwałyPrzez te wyłomy lotną sarnę goni,Gdy się zapuści między knieje, skały,Stanie przy krzyżu i łezkę uroni.

Widząc znak krzyża pielgrzym zboczy z drogiI z łzawem okiem przyklęknie na grobie,Osty wyrywa, poobcina głogi,W pamiątce gałąź zostawia po sobie.

Hoża Hucułka z tej pobliskiej chatki,Gdy księżyc blady zpoza skały wschodzi,Nad brzegiem Prutu zbiera barwne kwiatki,Niemi krzyż wieńczy, z modlitwą odchodzi.

Kto ten grobowiec usypał wysoki?Któż krzyż wyciosał, pozasiewał kwiaty?Któż garstką ziemi przysypał te zwłoki?Któż nad tym grobem modlił się przed laty?

Któż tu przychodził cień błędny przywitać,Gdy z grobu wstaje w północnej godzinie?Tych skał, tych jodeł możesz się zapytać,Zapytaj Prutu, co przy grobie płynie.

Comments

Loading comments…