To ona (Antoniewicz, 1828)
E poi ch’amor die me vi fece accortaFur i biondi capelli allor velati,E l’amoroso sguardo in se racolto!Metastasio.
Czy słońce z Oceanu dzwigneło się łona?Jakiegoż światła, iarawe promienie,Ponurey nocy, przedarłszy cienie,Uyrzała dusza, w myślach zatopiona?
Lampa, na nieba błękicie zwieszona,Nie samasz słyszy miłości westchnienie?W powietrzu słodkie rozeszło się brzmienie,Echa zadrzały: to ona! to ona!
Gdy kwiaty zwiędłe przyciska do łona,I łza, z uśmiechém, mięsza się wiéy oku,Cała natura zabrzmiała: to ona!
Gdzie tylko stanie, zdróy życia wytryska,Gdzie okiem rzuci, iasny promień błyska,Zbliża się do mnie — iak gwiazda w obłoku!
Comments
Loading comments…