Akt pierwszy
Wiesław czyli Obraz ludu nadwiślańskiego
Więc te pieniądze, com odliczył prawie,Weź z soba w drogę kochany Wiesławie,Jedź do Krakowa, a za te talaryKupisz dwa konie — jeno dobierz pary.Już jedynaka w boju mi zabili,A mnie zgryzota i skrętny wiek chyli;Nie mam w niemocy poufać komu,Ty prawą ręką zostałeś mi w domu;Po mej śmierci, tyś rodziny głowa:
Jeśli — daj Boże — córka się uchowa,Ma lat dwanaście, nie skąpo urody,Możesz jej czekać i twój wiek młody.
Tak jest, dla ciebie, niechaj ojciec powie,Strzegę tej córki, gdyby oka w głowie:A cóż droższego mieć możesz od matki?Jedneć to moje przed grobem dostatki.Miałam ja drugą — litościwy Boże,Oko za nią wypłakać nie może;Zaledwie piąty owoc kwitnął sadu,Gdy mi zniknęła bez żadnego śladu...Już to dwunastym liściem wiatr pomiata,Jak myśli matki zatruwa jej strata.
Ten to czerw, matko, serce twoje toczy,Że w łzach tak często toną oczy?I nie raz w gaju, gdy się modlim razemPrzed Matki Boskiej cudownym obrazem,Gdy ją dla ojca o zdrowie prosicie,Jakieś stracone polecacie dziecię.Więc miałam siostrę? powiedz matko miła?Jakim sposobem ona się zgubiła?..
Gdy wojna polskie dobijała plemię,W pustkach wsie stały, a odłogiem ziemię.
W około lasów i wiosek pożaryGniewu Bożego zwiastowały kary!...Z wiatrem, co strzechy i konary walił,Do nas wróg przybył, i wioskę zapalił.Dzień to był sądu! — śród płaczu i gwaru,Śród ciemnej nocy, wichrów i pożaru,Razem rolnicy ku obronie bieżą,Razem się wojsko ciśnie za grabieżą!..W tej walce z dymem poszła ojców strzecha....Wtedy mi córka, jedyna pociecha,Znikła bez śladu...
Może drząca całaPrzed najezdcami w lesie się schowała....Było ją szukać.
Przez długie ja czasyChodziłam za nią na wioski lasy,Lecz jak kamień do morza rzuconyZniknęła wiecznie, głuche wszystkie strony.
Niech Boska wola będzie, Boska chwała!
Ciebie ja, synu, za nią wychowałam:
Bo gdzie sierota przyjęta pod strzechę,Tam z niebem bliżej, Bóg zasyła pociechę.
Może też nasze utracone dziecię,Podobnie kiedyś opuszczone w świecie,Litość znalazło, żyje gdzieś u matkiPomiędzy własne policzone dziatki.
W tej ja to myśli po twych ojców stracieCiebie małego wychowałam w chacie:Litość za litość — niebieska opiekaTajnie nagradza uczynki człowieka;A jeźli ziemia strawiła jej kości, —Swobodna dusza w krainie przyszłościIgra wesoło przy niebieskiej matce,Niech łaskę zwabia naszej chatce.(Bronika i Bronisława płaczą).
Cyt moja luba! nie roś oczy łzami,Nie dręcz swą duszę smutnemi myślami:Za wszystko niech Bóg będzie pochwalony, —W niebie każdemu los jest naznaczony.Próżno się troskać, Bóg siedząc wysoko,Nad całym światem baczne trzyma oko;Wszakci on ojcem wszędzie, i na wieki.Cóżby zdołało ujść jego opieki?...
Lepsze nad smutek ufanie pobożne —Idź, Wiesławowi przygotuj nadrożne.
A ty pospieszaj i chroń się przygody,Bo zawsze wiele ufa sobie młody.
Przywieź twej przyszłej podarunki z drogi.
Najmilsza matko! ach, ojcze mój drogi,Za waszą łaskę, troskliwość i pracę,Czem się sierota, czem ja wam odpłacę?Gdzie znajdę tyle wyrazów, wymowy,Bym moją wdzięczność wyjawił przez słowy?O! gdyby skutek chciał mą chęć uwieńczyć,Pewno by Wiesław umiał się odwdzięczyć, —Wiedziałby jakie dary wnieść w te progi....Lecz cóż po chęci, Wiesław ubogi!Chęć bez uczynku — lichy upominek....Wszelako choć chęć przyjmiecie za uczynek;A gdy sierocie trudno spłacać długi —Resztę dni moich raczcie wziąść w usługi.(kłania się do kolan rodziców).
Powstań mój synu, twoje szczere chęciZachowam w sercu ku wiecznej pamięci;Nie jesteś naszym dłużnikiem — broń Boże;
Wielce ten czyni, kto robi co może:Kto grosz ostatni dał, ten wiele daje —
Boże cię prowadź!....
Bogu was oddaję!... (odchodzi).
Bądź zdrów Wiesławku, prędko wracaj z drogi,Zastaniesz z kapustą pierogi!...(wszyscy wyprowadzając Wiesława odchodzą).
Hej Rozyno, wstecz nie płynąNa Prądniku wody, —Źle ci było być dziewczyną —
Masz weselne gody.Żal się Boże nie pomoże, —Przyjdzie warkocz stracićI za czepiec, co w komorze,Wolnością zapłacić.
Jak ta woda, tak uroda,I młodość przeminie, —Pókiś hoża, pókiś młoda,Pomyśl o chłopczynie;Nie odwlekaj, nie narzekaj,Miłać to niewola....Od czepeczka nie uciekaj, —Wszak to Wasza dola.
Dziś urodna i swobodna,Jutro tak nie będzie,Bo ci troska serce do dnaPrzejmie i przysiędzie.Praca, stałość i wytrwałośćNic ci nie pomogą;Bo cię w końcu zmoże żałość —Ulegniesz niebogo.
W czoła pocie, przy robocie,Gdy będziecie społem —Milej będzie przy ochocieZa świątecznym stołem.
Bo samemu przeciw złemuNiema rady w świecie;A we dwoje silniej temuOprzeć się możecie.
Kłopot matek, grono dziatekSkoro cię otoczy;Często głośno niedostatekŁzą zaleje oczy.
Rezolutnie bieda utnie,Jak żądłem gadzina;A jak miłość przejdzie w kłótnię —Nieszczęsna godzina.
Kiedy w zgodzie, ród przy rodzieNa ojczystej grzędzie:Tam o kłótni, tam o głodzie,Pamięci nie będzie.
Zimą, latem brat się z bratemChlebem swym podzieli;A gdy miłość rządzi światem —Z ludźmi są Anieli.
Lepsko Krakowiacy!Dzielnie poszły tany.....Ale dla odmianyZatańczwa inaczej:Dajcie sobie ręce
W znak jedności, zgody;Aby uczcić gody,I ja się okręcę;Lecz proście skrzypkaNiech zagra od ucha,Niech czeladź posłucha —Zaśpiewam Polaka:
Gdy się pora zdarza taka —Tańcem nie zawrócę głowy;Polak posunę PolakaBo to taniec narodowy....Tak nasi ojcowie miliPo każdej świetnej wyprawie,Kiedy swych wrogów pobili;Tańczyli jak my dziś prawie.
Miło wspomnieć na te czasy,Na te ojców naszych pląsy;Na te czapki, kordy, pasy,Czamarki, kontusze, wąsy!Na tę narodową dzielność,Na męztwo naszej młodzieży.Na ich sławy nieśmiertelność.Na Łokietków, Kazimierzy....
Jak te plemię czapką kryte,Aż do niebios się wzbijało;
I jak losy nieużyteWytrwałością pokonało.Bo gdy zadrzał świat struchlały,Gdy wrzała wojna zajadła;Jak Kolosy upadały;A czapka przecie nie spadła....
Czapka polska — to strój u mnie!Ozdoba kmiotka i pana;Tak musiała siedzieć dumniePod Wiedniem na głowie Jana.Przeto gdy dziś pora takaW każdej przygodzie jak Kwakier,Źle czy dobrze — tną Polaka,Lecz czapka zawsze na bakier....
A co, nie gracko wykonałem sztuczkę?Otóż zarazem macie nauczkę,Że nasi starzy nie zawsze gromili, —Bywał czas, gdzie się uczciwie bawili,I może lepiej niż teraz panowie,Co tańczą w koło, aż się kręci w głowie,Bo Polak biorąc rzeczy na uwagę,Nawet w tańcu zachował powagę!...
Hola, chłopcy! poprzestańwa tany,Idzie tu do nas gość jakiś nieznany;Uwiązał konia i pędem tu spieszy!
Niech-że nam wita, niech się z nami cieszy.
Spieszwa ku niemu na jego przyjęcie.
Mej śmiałości wiem, że przebaczycie,Właśnie powracam do rodzinnej ziemi;Dziś na kiermaszu z końmi kupionemiJadąc, słyszałem jakieś miłe granie,Coś kieby pląsy, kiej miłe śpiewanie;Przypuszczam konie, pędzę po gościńcu,Aż widzę pannę przy rucianym wieńcu;Drużbowie biją w podkówki i dłonie;Przyciągam lejce, zatrzymuję konie;I wraz odgadłem bez namysłu wiele,Że się w tym domu odbywa wesele:Przeto pozwólcie matki i ojcowie,Jako też i wy przezacni drużbowie,Bym pannie młodej szczęścia powinszował,I z wami jeden taniec przetańcował.
Witaj nam, gościu! baw się jak ze swemiI nie racz gardzić dary ubogimi!
Pożyjcie z nami, czem tu gospodarzy,Wdzięczna praca roli i dobry Bóg darzy.
Napatrzyjcie się nadobnym dziewojom.
Tańcom, zwyczajom, i świątecznym strojom.
Obcy wędrowcze! jużcić przyjąć trzebaNaszych owoców i naszego chleba. —Gościnność u nas dyć to nie nowina,Przyjmcie więc, przyjmcie, prosi was Halina.
Któżby nie przyjął darów z takiej ręki,Który osuły tak prześliczne wdzięki.
Jak mi Bóg miły, jak mi drogie życie,Jeszczem nie widział tak miluchne dziecię!
Łaskawy gościu! daj życzeń dowody,I wychyl duszkiem zdrowie panny młodej.
Gościnność wasza zniewala mnie tyle,Iż bardzo chętnie to zdrowie wychylę. —Za wasze zdrowie, państwo młodzi, piję!
Wiwat niech żyją!
Niech żyje!
Niech żyje!....
Ażebym spłacił zaciągnione długi,Pozwólcie spełnić jeszcze kubek drugi.
W podziękę za jej ciasta i owoce,A potem z wami wysoko wyskoczę.
Ślicznie, wędrowcze! nigdy ten nie traci,Co za grzeczność grzecznością odpłaci.
Piękna dziewojo! za twe miłe zdrowie!I wasze zacne matki i ojcowie...
Wiwat!!
A teraz racz nadobna drużko,Okręcić koło twą drobniuchną nóżką.
Niechże ja lepiej nie żyję,Dziewczę! Skarby moje!Jeśli kiedy oczka czyje,Milsze mi nad twoje.Patrzaj że mi prosto w oczy,Bo widzi Bóg w niebie,Że mi ledwie nie wyskoczySerduszko do Ciebie.
Słówka twe gładkie,Młody kawalerze,Lecz ci szczerze powiem, —Pochlebstwom nie wierzę....
Czemuż ja w Proszowskiej ziemiMałe znalazł dziecię,
Byłbym między krakowskiemiNajszczęśliwszy w świecie!
Wszyscy tak mówicie,Że wam serca skaczą,A gdy poślubicie, —To dziewczęta płaczą....
A więc bądź szczęśliwy,Z miłością gdy trzeba;Lecz się polska dziewkaŁatwo schwytać nie da.
Ty będziesz szczęśliwy,Lecz poczekaj trochę, —Gdyż musi dziewczynaPoznać, nim pokocha.
Krew nie woda ludźmi włada,Bo któż sercem rządzi?Człowiek myśli i układa,A wszystko Bóg rządzi!
Nie uciekaj dziewcze lube,Moje sto tysięcy,Dogonię ja moją zgubę,I nie puszczę więcej....
Krąży ptaszek w ciemnym lesie,Gałązek się czepia,Aż dognany piórka niesie,Gniazdeczko ulepia.
Gospodarzu, nie dasz wiaryJak konie opłacę:Wydałem ja twe talary,Moje serce tracę!
Grajcie skrzypki, bo się smucęW opłakanym stanie, —Z konikami do domu wrócęSerce tu zostanie!!....
Uważasz Janku — nie chcę wróżyć wiele,Lecz tu zakrawa na drugie wesele.
I mnie się zdaje, że to nie przelewki;Ha! niech Bóg szczęści, wart nadobnej dziewki.
Pięknieś nam nucił, niech ci Bóg zapłaci.
Przyjmij podziękę imieniem mych braci.
Żem szczerze śpiewał, mogę wam zaręczyć.
Daj Panie Boże za to wam wywdzięczyć.
Lecz już nie mogę dłużej weselić,Nie mogę z wami tej radości dzielić,Choć mnie tu miło, muszę was pożegnać,Mój ojciec, matka, mogliby się smucić,Że jeszcze z końmi nie wracam do domu.Drogom te konie opłacił — nikomu,Jak wiele za nie dałem, nie odkryję.Ach! jak tu przy was żywo serce bije,Jak tu godzina płynie za godziną...
Bywajcie zdrowi!.. żegnam cię Halino!...
Comments
Loading comments…