Zima (Gliński)
Noc ciemna, wicher, mróz,Las senny śpi w omroczu —Wilczysko patrzy z łózKoralem krwawych oczu;Kieruje krzywy chód,Białymi kłami błyska —W brzuch kłęby wtłoczył głód,Wylata z pianą z pyska.
Przez śnieżny, głuchy step,Co jękiem wichrów płacze,Zwiesiwszy duży łeb,Ospałym ruchem skacze,I kędy wieś wśród drzewPod strażą stoi krzyża,Mord węsząc, czując krew,Do sennych chat się zbliża.
Przesadził wązki rów —Już wietrzy obór zapach —
Ryk głuchy słyszy krów,Łup świeży czuje w łapach;Jak krwawych ognisk dwa,Wilczury świecą oczy,A charkot w piersi gra,A ślina z warg się toczy.
Już łapą zerwał snop...Rozkoszna wrażeń chwila!Przez nizki przelazł strop,Czar nozdrza mu rozchyla. —Wtem: »Huź-go!« za nim — tuż,Głos ozwał się pastuszy —Złodzieja poznał stróżI kundlów tłum poruszy.
Więc skoczył gniewny, zły —Żar błysnął mu pod rzęsą,Bo ostrzył silne kłyNa świeże, ciepłe mięso;Bo głód go tutaj wparł —Na zębach czuł go białych —Ach! żarłby, żarłby, żarłZ rozkoszą trzew zgłodniałych.
Lecz za nim gwałt i gon,Krzyk stróżów, psów hałasy —Z dalekich przybył stron,W dalekie wraca lasy.Noc ciemna, wicher, mróz,Śnieg gęsty pola kryje —Wilczysko patrzy z łóz,Szarpany głodem — wyje!
Comments
Loading comments…