Wstępne objawy uczuciowości modernistycznej — 4
Modernizm polski
W pożarze słońca, w róż oceanie,w płomiennym zmysłów zachwycie,jak grom w dzień jasny, śmierć niespodzianieniech przyjdzie przeciąć me życie.A nim twarz moja zblednie jak chusta,nim zimne wstrząsną mię dreszcze,słodka dziewczyno, daj mi twe usta,jeszcze raz, jeszcze raz, jeszcze.
Nie mam już dziś przy sobie nikogo, nikogo,pusto jest w mojej duszy i pusto dokoła — —idę mą głuchą, smutną i męczącą drogąbez kierunku, bo nikt mię i nic mię nie woła.
I byłem wtedy jako człowiek chory,Co swą chorobę ukochał — i woła,Że nie tak właśnie chorzy — to potwory,I już nie umie wyjść z tych rojeń koła.Modli się owszem — niby do anioła,Do swej choroby
W piersi naszej Chrystusy żyją i Nerony,W piersi naszej bogowie żyją i bydlęta;I duch nasz przebaczeniem cały przepełniony,Nieraz się nienawiścią — jak burza — rozpęta.I bluźnim, choć ku bóstwu dążym w nieśmiertelność,I usta wykrzywiamy w cyniczną weselność.Ale nasze bluźnierstwo to tylko modlitwaRozpaczliwa i groźna jak ostatnia bitwa.Nasz śmiech — to najboleśniej krwawych łez posoka,Jakie płynęły kiedy z człowieczego oka.A życie tak kochamy, jak wiosenne szumyI jak usta dziewicze — i jak wieszczów dumy,A modlim się do grobu — nicestwa — i dżumy.I milczym jak umarłych bezpotomne próchno,Ale patrzym, czy kresu nie będzie wieczorem,Jak ci, co długo milczą, aż w końcu wybuchnąNiby grom!
Rzucałem się namiętnie w bój,Za prawdę, ideały,Blaski od moich biły zbrój,I niosłem sztandar biały...Dziś — bezcelowej walki syt —Zapadam w sen i ciszę,Nie nęci mnie już prawdy mit,Marzenie nie kołysze...(Ekstaza, 99—100).
Comments
Loading comments…