Znaczenie modernizmu — całość

Modernizm polski

Próżno w swej duszy przepastne otchłanierzucasz źrenicę, jak ołów: nie spadniegłębiej, niż może, i zawsze coś na dnieniedojrzanego dla niej pozostanie.

Do wody mętnej, wody szarejupadły z brzegu moje oczy —

patrzę, jak płynie po pustkowiu,jak się powoli, głucho toczy,jakby płynnego męt ołowiu...W szuwary płynie i moczary,w bór ciemny, w oddal, w otchłań świata...

O morze! Jakże często zda mi się, że łowięuchem szum twych ogromnych wód i w tej muzycesłyszę mistycznych epok głuche tajemnice...O morze! Jakże często zda mi się, że płynęprzez twoją senną, ciemnobłękitną głębinę,kędyś w nieskończoności nęcące pustkowie

Idę-ć ja, biedna Maryja,idę-ć przez piaski pustynihen! ku tej rzece nieznanej,gdzie Chrystus cuda swe czyni.— — — — — —Tam! na krawędzi tej pustki,na sinym nieboskłonie,wznoszą się kurzu tumany —Byt w tej kurzawie tonie.

Potem jest jasność niezmierna, zamyśleńi ciszy pełna, nie wiem, skąd idąca,bo nigdzie światła nie widać krynicy;przestrzeń bez żadnych dla oczu zakreśleń,blask większy, niźli promienienie słońca,lecz nie rażący jaskrawo źrenicy.I głusza kotlin i jakby harmoniileśnej podźwięki i wielka, niezmiennaspokojność jezior widnych w oddaleniach — —i w owej pustej, niezgłębionej tonimyśl ma zawisa nieruchoma, senna,podobna orłom, co zasną w przestworzach.

Las płaczących brzózśniegiem osypany,pościnał mi mrózmoje tulipany.Leży u mych stópkonająca mewa —patrzą na jej trupzamyślone drzewa.Śniegiem zmywam krew,lecz jej nic nie zgłuszy —słyszę dziwny śpieww czarnym zamku duszy.

Jak okiem w dal sięgnąć — stroskane bezdroże.Czas wokół nas depcze po serca ofierze,I smutni jesteśmy, jak smutne wybrzeże,Przy którym od dawna nie śpiewa już morze.— — — — — — — — — —Z dali milczącej, modrosinej,Gdzie się z pól śniegiem skłon jednoczy,Przez czystą, mleczną biel równinyPostać tułacza ciemna kroczy.W żebraczy łachman kryjąc ciało,Idzie wśród pustki sennej, bladejI w nieskalaność śniegu białąWtłacza stóp swoich brudne ślady.I zda mi się, że widmo bolu,Idąc, zostawia ślad bolesnyNa mojej duszy śnieżnym polu...I trwożnie patrzę w step bezkresny.

Mojej Matki zapłakane oczyPatrzą na mnie z beznadziejną trwogą.Słyszę głos jej — głos, co we krwi broczy,„Ja już nie mam na świecie nikogo...”Przez otchłanie, przez góry i morzaIdzie za mną, jak echo tułacze.Hen, na życia mojego bezdroża —Idzie za mną jak echo i płacze.

Nie dojrzy oko twojeW zachodnich chmur pożodzeNa słońcem litej drodze,Płynącą w zórz podwoje,Charona cichą łódź.

Cóż jest smutnego boleśniejOd ziemi, która ze zimy wstaje?Chyba serce, gdy z bólu odtaje,Bez złud, iż czas je uwieśni.Liszaje śniegu w parowach —Czerniejące, rude, zgniłe tłoki —Istnie jako odtajane zwłokiZ białą podścielą przy głowach.

Kiedy wiosna w liść ustroi drzewaI otuli je młodości tchnieniem,

Wtenczas bole, które wiatr im śpiewa,One czują liści swoich drżeniem.Lecz gdy jesień liście im pozwiewaI otuli smutnym śmierci cieniem,Choć wichr jęczy i płacze ulewa,One zimnym darzą je milczeniem.

Drzewa odarte z liści, nagie już,Zdają się w słońcu z zawstydzenia mniejsze,Nieśmiało patrzą w liście spadłe w kurz,Zakłopotane, jakby nietutejsze.A szczyt kościelny, wznosząc złoty krzyż,Lśniący wspaniale złocistymi smugi,Pnąc się, w uznaniu za piękny dzień wzwyż,Zawiesza niebu złoty krzyż zasługi.

Nad szmerem strumieniSkonały niezabudki;W łanach zbóż — bławaty;W mrocznych lasów zieleni —Białe smutkiKonwalii.

A zachód wieczorny się paliW ogrodzie, kędy lilia czystaW rezygnacji —A na jej modlitwach żmijaSwoje pierścienie obwija,Żałobna i promienista...

Zachód wieczorny się paliI nie będzie księżyca i gwiazd na firmamencie:Ogień Zachodu i zmierzchy,

W jakimś szalonym zamęcie,Pokryją kirem drzew wierzchy —I będą cyprysy;Ubiorą w szkarłatyKwiaty —I będą róże;Spadną tumanem krwi, legną w popiele —I będą maki;I, dziwnym czarem ich —Asfodele [...]

...Gdzie zwrócę twe kroki,Czy w dal nieznaną i w nieznane mroki,Czy na pustynne oceanów brzegi,Czy na skostniałe wieczną zimą śniegi,Czy w kraje, kędy nie zachodzi słońce —Wszędzie! Na wieczność i na świata końceTy pójdziesz ze mną... Droga! pójdziesz wszędzie!(Z tej smutnej ziemi, s. 77).

Po niezbadanej wód głębiniesamotny okręt w bezkres płynie;posępna trudzi się załoga,nikt nie wie, gdzie się skończy droga;tajne się w duszach lęgną smutki,bo na pokładzie brakło wódki.(Kabaret salonowy. Piosenki Zielonego Balonika, Kraków 1908, s. 41).

W ogrodzie strojnym w rzeźb klasycznych szereg,Pełnym róż, mirtów, jaśminów, tuberoz,gronie wykwintnych paziów i pasterekRenesansowy cicho stąpa Eros.(Pisma, II, s. 251).

Comments

Loading comments…