Dwa razy Różewicz

Rzecz wyobraźni

Coraz częściej spotykam umarłychsą niezwykle ożywieniusta mają otwarte mówią dużoniektórzy z nich pienią sięjak mydło

Ostatnio zetknąłem się z większą liczbą umarłychktórzy siedzieli rzędami na krzesłachmieli na twarzach rumieńceśmiali się klaskali siadalioburzali wstawalirobili osobiste wycieczki(Spotkanie)

1. Nie bądź mi hardym, chociaś wielkim panem,Jam nie starostą ani kasztelanem,Ale gdy namniej podweselę sobie,Siła mam w głowie panów równych tobie.

2. Pod skejskim don żonem na blankach, na murachPancerni przysiedli stróżowie,Łby wsparli na szpadach, na srogich kosturachNa czatach na zamku w Krakowie.

3. Od czarnej słodyczy jedwabnych słówdusza powstaje i tęskni znów,i wije wianki, i powrozy wije,i zarzuca je gwiazdom i księżycom na szyję;wychodzi z ciała na niebieski połówi wraca z siecią pełną ptaków i aniołów.

Siódmy aniołjest zupełnie innynazywa się nawet inaczejSzemkel

To nie to co Gabrielzłocistypodpora tronui baldachim

ani to co Rafaelstroiciel chórów

ani takżeAzraelkierowca planetgeometra nieskończonościdoskonały znawca fizyki teoretycznej

Murarze odchodzączostawili w ścianie pionowy otwórCzasem myślęże mieszkanie moje jest zbyt umownełatwo tu wchodząróżni ludzie

Gdyby murarze nie zostawilitego otworu w ścianiebyłbym eremitą(Drzwi)

To ciało które ona nosi na sobiektóre kładzie na łóżku zmęczonew które wprowadzono metalowe instrumentyto smutne ciało co drży jak mały piesekpod zbyt obszernym niebemto wesołe ciało które tańczyło tak lekkoktóre miało usta i drogocenne oczy w głowiektóre mówiło

ta skóra po której wędrowało słońcespływały deszczeta cisza skóry uroczystarozpięta nad nami jak namiot

To ciało którego nigdy nie miałembo należało tylko do siebieto ciało chodzi samo po dalekim obcymmieście siada na ławce odpoczywa

to nie nasza winaże zamiast pięknychdobrych i radosnychrodzimy potwory

przecież to z wamiz waszą wyobraźniąz waszym przerażeniemkrzykiem i milczeniemkrzyżujemy się łączymytworzymy z wami

potworybez ust bez światłabez wiary bez honoru

twarze zalane łzami i wódkąślady po obrożyślady po kiju(Niejasny wiersz)

nigdy nie stanęła w nichkwitnąca jabłonkaani mały źrebaczekz wilgotnym okiemani gwiazda ani złoty ulani strumień z rybamii jaskrami

Do tej krainy — lecz jakąż jest ona,Wybudowana gdzieś na zgasłych tonach,Pożar ognistym mieczem wejścia strzeże,Umarły gil ćwierka u jej bram,Siedzą z głową na rękach polegli żołnierze,Na miast ruinie rzędy lisich jamI mlecz, i wrzos na zapomnianych schronach.(Miłosz Kraina poezji)

Comments

Loading comments…