O drobnotowarowych obrotach wyobraźni

Rzecz wyobraźni

Pachnieją mirtem młode sady przy wodzie,kiedy odjeżdżam, a w rozkosznej pogodziepastwisko znowu po ulewie obsycha,ręczna harmonia mosty otwiera z cicha.

Już słońce w liściach jabłka kołysze płowe,zagląda w strumień, a cierniki jak owies.Rechocą żaby, mosiężna dzwoni uprząż,księżyc jak jastrząb wśród osik srebrnych uwiązł.

Jadą ze wsi wozyAprowizacyjne,Jadą na wieś wozyAsenizacyjne.Przy rogatce się minęłyPod szlabanem,Jak kareta ślubna z karawanem.Przyjechała na targ zielenizna,Przyjechał nawóz na pole,I zaczęła nowy dzień ojczyzna,Żeby pełnić posłannictwo dziejoweI odegrać historycznąRolę.

To wszystko dawno mi się śniło:suche żelazo naszych rąk,pogańskie dziecko pod kobyłąi nocą ptak gwiżdżący z łąk.

I wystarczyło spojrzeć wstecz,aby nad głową pochylonąujrzeć, jak płytką rzekę — mieczi chmur kręcące się wrzeciono.

Dzisiaj owsiane światło żniwastoi na wozie obok wrót.Pod sennym klonem koń się kiwai sad w owoce sączy chłód.

Ale pod lasem widać jeszcze,jak końskie mleko pije wnuk.Na siwych kołach jadą deszczei ścieka siarka z polnych dróg.

Co się stać musi, już się stało.Pod frakiem chytry drzemie chłopek,gotów na oklep w każdej chwili,dudniąc w bok koński gołą piętą,jechać do ognisk miotającychgwiazdy i lubczyk w gminne święto.

I stamtąd nikt mnie nie wywołapod światło lampy i rozsądku.

Z drewna są nasze twarze.Rozsądek nasz drewnianypo świecie iść nam każez rękami obok ściany.Cóż uczynimy, mędrcy śmieszni,wierni zabawie cudotwórcy.

Na białe śniegi ludzie weszli.Drewno się naszych twarzy kurczy.

Jak to dobrze pod drewnopozytywkę kłaść rzewną...

Stoją przy drodze klony.Pod nimi chłopcy niosąberło, szpaka i świeczkęjasełkowym niebiosom.

Chłopcy śpiewają pieśni,nad nimi berło błyska.Malowana jest w pawieich i boska kołyska.

Jeszcze świeczka się pali,ale szpak już nie śpiewa.Chłopcy wracają do wsi,cień powraca w głąb drzewa.

Tylko jeden, najmniejszy,niesie szopkę kaleką.Idąc w sobie zasłaniadziką bestię powieką.

A we mnie tańczy menuetaanioł we fraku, stroi lutnie,aby dziewczętom mógł poetaśpiewać wiersz tkliwie i okrutnie.– – – – – –Myślałem: zima wszystkie drzewaubierze w sztywne krynoliny.– – – – – –We frak się ubrał kmieć.Beczka jak dzwon otwarta.Wątrobo moja, świeć!Nóż wbity, drgnęła karta.

Comments

Loading comments…