Ponowny debiut
Rzecz wyobraźni
i oto jego pieczątkadiabeł w akciena rynku w krakowiei oto podpisjerzyharasymowicz
z okrętuprzy któregosterowym kolezachodzącego słońcatrzymającza promieniestała joannad’arc
z okrętugdzie sny
w porzuconym hełmieświerszcz tkaaż pióropuszdrży
z okrętuna którego chorągwiksiężniczkaz sarenką w ramionachprzez bramę tęczyuciekaw inny świat
z okrętuwokół któregojeziorko jak rana sięzabliźnianiezapominajkamicoraz bardziejsinieje
z okrętu tegowyjeżdżam
w dzieńpasą sięw jarzezielone koguty lasupaprocieuniesione ogonysterczą kręgiem
i malutkie niezapominajkizaglądają strachowi na wróblepod koszulinkę
i jeszcze czasemsroki tam trzepocązłerękawami za dużychbiałych koszulpoza tym w dzieńnic więcej
mamusia koniz zademtak delikatnymże jeżeli go nawetchmurka dmuchawcadotkniena całe życieślady zostanąjak od ptasichnóżekachtakmamusia koniząbkami królewny
ogryza swą dawnągłowęjak kaczan kukurydzyczarnymi włosami siękrztusi
...w dębie jak wielkiczarny witraż wyspiańskiegośpi stojącokról wisielców
tabuny koni kossakaidą pomieszanez białymi kozamiz nowohuckich wanien(Przyczynek do nowego odkrywania)
anioły o kościstychtwarzach starcówbiją nieszczęsną mocnojak galicyjskie chłopy
skarżą sięchimery malczewskiego
zadami wygniatająccienkie i wysokietrawki barbakanu(Kraków-poemat)
na kamiennej ławeczcepod lustrem sypialniw czarnych ubrankachz białymi ogromnymi kokardamirousseau i nikifor siedząpodziwiają obraz
i mieszają się ze sobąich motyle
czarny domoto pokój do gry
na wszystkich białych polachszachownicymaleńkie karawanyrzęsiście oświetlone
na wszystkich czarnych polachpłacząkoniki szachowe
wyspiańskina łączce wklęsłejna białych kwiatkach
szmaty rozwijasłój z maściąjuż stoi
z drzewa gopodglądachichoczący stańczyk
i żółtyprzesuwa się obłok
to legionista z 1914nóg szukapo dziuplach
i narazzaczyna graćmarsze do księżycaaustrowęgiergramofon w okopiew plątaninie nutz brązowego drutu
kazimierzskałecznado kościoła sunączarnenamiociki rodzinwózki
król ze skałkipędzi skałecznąszyja biskupaskaleczonaodjeżdża łódkąprzez wisłęjak letę
alew chwilę potemna wyrzuconą w góręz zielonego kocaboiskapiłkęjastrząb w górzesrebrny śmiałyjak na głowęczyha
stareszpakowate szczury
nad dachykazimierzawyższeo dzwonnicesięocierają
ciągnąc z piskiemblade naciejesiennego słońca
w dymachgazownibłyska szczurzeoko opatrznościnad kazimierzem
szczuryw lajkonika siębawią
dziś jesieniąstudnia podwórzacollegium maius
żakami nie bulgocejak czerwonym winem
zegar słonecznyopartyw cieniu nieczynnyjak wkrótce możecały system słoneczny
i cisza
a w górze odrzutowcejak by bóg podkreślałwyrokswym grzmiącympióremi tylko te muryniewzruszonetak jak niewzruszoneumrą
wśród tłumu o wyobraźnimartwej jak ich nazwiskaw kraju gdziechłop jak dąbkto rano wstaje
(Przyczynek do nowego odkrywania)
Comments
Loading comments…