Chorzy
Od niebardzo dawnéj pory,Weszło w modę tu w Warszawie,Że dziś każdy człowiek prawie,Musi być koniecznie chory.
Bankier, jak koń piwowarskiTaki tłusty, zdrów i krzepki,Wspiera przemysł aptekarski,Pijąc ziółka i ulepkiulepki.
Bankierowa tęga baba,Przysadzista jak armata,Ciągle kwęka, że jest słabaI na wody co rok lata.
A pannisko, choć do cebraCo zda się, że wilka zdusi,Kaszląc trzyma się za żebraI mówi, że umrzéć musi.
Pan baron o krasnéj twarzyCo mu nos od wina pęka,Kataplazmem ciało parzy,Owija się, jęczy, stęka.
Kupiec, zda się człowiek twardy,Łyka pepsyny kieliszek,Nie je pieprzu i musztardy,Bo ma biedak katar kiszek!
Wszyscy tu zakarzeni:Posłaniec ma katar pięty,Literat katar w kieszeni,I doróżkarz bólem zdjęty.
A stróżysko na ulicy,Zdrowiem ciesząc się najlepszem,Leczy się od dychawicyI rznie kielich wódki z pieprzem...............Dziś się zdrowym być nie godzi,Wszyscy muszą mieć katary,Eskulapi starzy, młodzi.Mają pracy téż bez miary.
Każdy stęka, każdy biada,Uskarża się na cierpienia,O nich tylko opowiadaBez ustanku i wytchnienia.
Choć zdrów jak koń od karety,To się ciągle bawi w leki,Dzieci, młodzież i kobiety,Wszyscy jęczą jak kaleki.
Tak chce mody fanaberja,A więc jest na modnym świecieIstny szpital, infirmerja!Klinika, czy jak tam chcecie...............Hola, hola! mości chorzy!Choć powiecie, żem oszczerca,Choć inaczéj chcą doktorzy,Widzę u Was: katar serca,Katar duszy, kamień w głowie,Złotą febrę, pierś stwardniałą,I z tych chorób cni panowie,To uleczyć by się zdało.
Comments
Loading comments…